Skocz do zawartości


Zdjęcie

Praca, studia, szkoła, a nasze kolarstwo ?


91 odpowiedzi w tym temacie

#81 beskidbike

beskidbike
  • Użytkownik
  • 929 postów
  • SkądBielsko-Biała

Napisano 28 wrzesień 2016 - 14:04

Pewnie prawda jest gdzieś po środku. Ludzie mają różną pracę i inne jest wyjście na rower po pracy dla kogoś, kto siedzi za biurkiem, a inne dla kogoś kto zap...la 8 czy więcej godzin, na trzy zmiany np.stojąc na nogach w fabryce przy taśmie. Przerabiałem to.

Pomijając to, że realnie nie ma cię wtedy w domu przez pół tygodnia, 2-3h co drugi dzień + jeden dzień z weekendu? Nie ma takiej opcji, żeby przy takim rytmie, rodzinie, dzieciach nie być zmęczonym.

Pewnie się da, ale wtedy jazda to przyjemność czy kara? Bo chyba nikt mi nie powie, że woli wstawać na trening o 5 rano gdy zimno i ciemno, w pośpiechu żeby zdążyć potem do roboty, niż bujać się nieśpiesznie w popołudniowym słoneczku :) Mam znajomych jednych i drugich, tym drugim oczywiście czasem zazdroszczę :)

Jeżdżę w miarę regularnie od ponad 20 lat i "przerabiałem" wszystkie etapy: gówniarza, a potem kawalera na garnuszku mamusi, gdzie było ugotowane i posprzątane, męża, ale jeszcze bez dzieci, aż do teraz gdzie jest dziecko, dom, żona i wszystkie obowiązki z tym  związane. Teraz jeżdżę 8-10 godzin tygodniowo i mam na tyle wyrozumiałą i wspaniałą żonę, która rozumie moją pasję, że gdybym chciał, spokojnie mógłbym poświęcać więcej czasu na kolarstwo, nawet wyjeżdżać sam na całe weekendy (co czasem robię), ale zwyczajnie nie pozwala mi na to sumienie. 

Oczywiście, można mieć to w dupie, nie patrzyć na nic, "bo ja mam pasję". Ale nie po to zakłada się rodzinę, żeby później z powodu rowera być w domu gościem.  To nie moja praca, jeżdżeniem nie zarabiam na życie i nic nie "muszę". Zawodowców i ich wyrzeczenia rozumiem.

Mam wrażenie, że niektórzy tu piszący nie zdają sobie z tego sprawy i albo niech żyją jeszcze w nieświadomości albo niech nie zmieniają stanu cywilnego, bo w przeciwnym razie można się zdziwić. Chciałbym za kilka lat ich zobaczyć na tym forum i przeczytać, co mają do powiedzenia w tym temacie ;)

Nie znam nikogo, oprócz zawodowców, którzy z tego żyją, kto po założeniu rodziny może powiedzieć, że nie robi tego kosztem rodziny i jeździ jak "dawniej". Mimo zdroworozsądkowego podejścia, niestety siebie też zaliczam do tej grupy.



#82 mikroos

mikroos
  • Użytkownik
  • 5705 postów
  • SkądSzczecin

Napisano 28 wrzesień 2016 - 14:49

Nie jestem pewny, czy odnosisz się do moich słów. Ale jeżeli tak, to nigdzie nie napisałem, że to nie dzieje się kosztem czegoś.

 

Życie to sztuka kompromisów - czego sam jesteś zresztą świetnym przykładem, z tego co opisujesz (brawo dla Was!). Oczywiście, że kiedy przychodzą nam nowe zobowiązania, musimy coś poświęcić - to normalne. Ale jeżeli ktoś w związku jest zmuszany do porzucania swojej pasji lub dobrowolnie (albo pod mniej czy bardziej subtelną presją) wpakował się w sytuację, w której musi z tej pasji zrezygnować, to nie jest to wg mnie dobra sytuacja.


rowerplus-logo-2.png

#83 beskidbike

beskidbike
  • Użytkownik
  • 929 postów
  • SkądBielsko-Biała

Napisano 28 wrzesień 2016 - 15:31

Są pojedyncze jednostki, które mało pracują i dużo zarabiają. Jednak zdecydowana większość ma tak, że przy natłoku codziennych obowiązków brakuje doby i nie można pozwolić sobie na traktowanie kolarstwa "na poważnie". Do tego często wyskakuje coś ważniejszego niż trening: dłużej zostać w pracy, chore dziecko, zepsuty samochód itp. itd.
Życie...
Jeśli ktoś jeździ "od zawsze" to tak jak ktoś napisał: "widziały gały co brały". Zachowując zdrowy rozsądek i umiar nie powinno być na tym polu konfliktów. Inaczej jest jeśli ktoś złapie bakcyla "w trakcie", wtedy może być problem i argumenty typu:"kiedyś poświęcałeś mi/nam więcej czasu". Też w pewnym sensie to rozumiem, dlatego pomimo tego, że nigdy nie słyszę wypominania, staram się to uszanować i nie "przeginać pały" ;)

#84 johnny_pl

johnny_pl
  • Użytkownik
  • 30 postów

Napisano 01 październik 2016 - 18:40

Dorzucę swoje trzy grosze do tematu, który mnie mocno dotyczy. Podobnie, jak wielu z Was, również i ja jestem obarczony licznymi obowiązkami zawodowymi i rodzinnymi. 4 razy w tygodniu praca od m/w 6.30-7.00 do ok. 11.30, potem dwie godziny przerwy, w czasie których zajmuję się 7-letnim synem po jego powrocie ze szkoły (żona jest w tym czasie w pracy), a następnie wracam do roboty na 13.30 i siedzę do minimum 17, często do 18. W piątki mam to szczęście, że mogę pracować z domu, więc mogę nieco szybciej kończyć pracę.

 

Nie trenuję według planu, ot, po prostu jeżdżę ile się da, nie startuję też w żadnych zawodach. W sezonie wiosenno-letnim zazwyczaj wychodzi tego około 6-8 godzin tygodniowo - po godzince w tygodniu roboczym i po 2 do 3 godzin w sobotę i niedzielę. Tego rodzaju ograniczenie sprawia, że przejażdżki są raczej krótkie - ostatni raz dystans 100 km zrobiłem jakieś 12 lat temu - przykładowo, w tym roku największa moja trasa to "zaledwie" 88 km. 

 

Moja żona jest dość wyrozumiała dla mojego hobby, choć też musiało nastąpić pewne "dotarcie się" w tej kwestii. W całej dyskusji brakuje mi nieco jednego aspektu - koncentrujecie się wszyscy na czasie, jaki możecie poświęcać na hobby. A co z kwestią poczucia bezpieczeństwa? Niestety jazda po szosie wiąże ze sobą pewne ryzyka i jestem ciekaw, jak się na to zapatrują wasze rodziny.

U mnie to nie czas jest największym problemem, bo jak się to zsumuje, to nie wychodzi wcale tego dużo - bardziej chodzi o fakt, że żona mocno martwi się o to, czy mi się nic na trasie nie stanie - i to mimo że mieszkamy w kraju o bardziej cywilizowanej kulturze jazdy i dużo lepszych drogach, niż w Polsce. Od pewnego czasu stosuję live tracking przy użyciu telefonu, tak, aby zawsze było wiadomo, gdzie jestem i żeby dzięki temu nie musiała się aż tak przejmować. 

 

Z drugiej strony, żona sama widzi, jak bardzo kolarstwo pozytywnie wpływa na moją ogólną życiową formę i samopoczucie, więc rozumie, że dzięki temu mogę lepiej funkcjonować :)

 

 



#85 beskidbike

beskidbike
  • Użytkownik
  • 929 postów
  • SkądBielsko-Biała

Napisano 02 październik 2016 - 01:22

U mnie są "uświadomieni" na zasadzie, że każdy wyjazd może być moim ostatnim i nie wrócę, tak samo jak ze sklepu, wyjazdu samochodem itp. ;) Nie ma co się martwić na zapas, bo i tak na pewne rzeczy nie mam wpływu i co ma być to będzie :)
  • Senninho lubi to

#86 Senninho

Senninho
  • Użytkownik
  • 748 postów
  • SkądSzczecinek

Napisano 02 październik 2016 - 15:02

Żona akceptuję, zna ryzyko. Często sobie żartuje, że śmierć w następstwie wypadku komunikacyjnego jest najwyżej w tabelce wartości ubezpieczenia więc lepiej na szosie pożegnać się ze światem. Przynajmniej o sprawy finansowe nie trzeba się martwić:P A mi pozostaje tylko dbać o to by z tego źródła finansowania nie trzeba było korzystać.

Wysłane z mojego LIFETAB_P831X.2 przy użyciu Tapatalka



#87 marvelo

marvelo
  • Użytkownik
  • 2784 postów
  • SkądKrasnystaw

Napisano 16 marzec 2017 - 00:37

Praca na budowie po 8-10 h. dziennie, a do tego 20-25 h. treningu w tygodniu. Ciekawe, jak długo tak pociągnie. Może tak się da mając 25 lat, ale za 10 czy 20 lat to już nie będzie takie proste.



#88 freak78

freak78
  • Użytkownik
  • 41 postów

Napisano 30 marzec 2017 - 11:52

Praca na budowie po 8-10 h. dziennie, a do tego 20-25 h. treningu w tygodniu. Ciekawe, jak długo tak pociągnie. Może tak się da mając 25 lat, ale za 10 czy 20 lat to już nie będzie takie proste.

Witam, da się, Szajbajk ma już raptem 36 lat bodajże, sam kiedyś na budowie robiłem fuchy nie fuchy, w róznych miejscach lżej lub ciężej pracowałem i  a i tak ćwiczyłem potem szeroko pojętą kulturystykę, mimo że przychodziłem dość znużony, ale pomachanie ciężarami swoje robiło, samopoczucie po dniu było lepsze, wiadoma rzecz, że nie chodzi tutaj o zarzynanie się, ale sam znajdę parę osób w swoim otoczeniu z odpowiednim samozaparciem, które pracują i jeżdżą, da się... Tak samo jak da się szosówką po lesie w zimie pojechać, czy też w ogóle zimą jeździć, na co też wiele osób się dziwuje, a bo mokro, a bo zimno, kwestia samozaparcia po prostu, jak do wszystkiego do czego na poważnie chcesz się zabrać...


  • Yar_Tur lubi to

#89 maccacus

maccacus
  • Użytkownik
  • 440 postów
  • SkądSzczecin

Napisano 30 marzec 2017 - 12:26

Organizm po latach się upomni, nie oszukasz ciała i fizjologii. Ograniczenie snu, niewystarczający okres odpoczynku, trenowanie będąc niewypoczętym na zasadzie, że wysiłek i tak mnie rozbudzi - to wyjdzie po latach.


  • ROZMIAR i marvelo lubią to

#90 DivisionBell

DivisionBell
  • Użytkownik
  • 189 postów
  • SkądSanok/Kolonia

Napisano 30 marzec 2017 - 16:51

Robiłem troche, w sumie krótko, w takiej robocie typowo fizycznej, gdzie sie dużo kg przerzucało i szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie po takiej pracy coś wiecej jeździć, trenować. Pamietam, że ledwo mi sie wtedy udawało, a raczej chciało, w weekendy trochę pobiegać. No ale wiadomo, że są różni ludzie, różne organizmy. W każdym razie szczerze podziwiam takich ludzi.



#91 beskidbike

beskidbike
  • Użytkownik
  • 929 postów
  • SkądBielsko-Biała

Napisano 30 marzec 2017 - 17:29

Jak się ma zajawkę to co zrobić ;). U mnie drukarnia-sitodruk, produkcja, pakowanie paczek ok.30 kg i jeżdżę. Lekko nie jest, szczególnie w lecie, ale jakoś jeszcze daję radę mimo prawie 40-tki na karku ;)
Ale przyznaję, nie znam praktycznie nikogo, w wieku zbliżonym do mojego, kto pracuje fizycznie, ma rodzinę i dużo jeździ.
Każdy raczej marzy o powrocie z roboty i odpoczynku, a nie jakieś głupoty w głowie ;)
Są w firmach darmowe "dodatki" typu karty Multisport i kto z nich korzysta? "fizole"? ;)

#92 marvelo

marvelo
  • Użytkownik
  • 2784 postów
  • SkądKrasnystaw

Napisano 09 kwiecień 2017 - 21:26

Praca fizyczna na produkcji, przy taśmie, wysysa z człowieka mnóstwo energii, nawet gdy jednorazowo podnoszony ciężar nie przekracza 10-12 kg. Nawet jeśli wysiłek nie jest na tyle intensywny, by znacząco podnieść tętno, organizm po prostu męczy się powtarzaniem tych samych ruchów, czasem kilka tysięcy razy na 8-godzinną zmianę. Dodatkowo taśma wymusza określoną szybkość ruchów, czasem sekunda, dwie opóźnienia i już jest problem. Ba, czasem nawet ułamek sekundy i wszystko się sypie na podłogę. Dochodzi do tego zwykle hałas, wysoka - niska temperatura (czasem na przemian hala - chłodnia), różne wyziewy (kwasy, zasady, chlor - procesy mycia, rozgrzany plastik - tunele obkurczające np. zgrzewki butelek, folię sleeve, produkcja butelek PET, czyli tzw. wydmuchiwarki), wilgoć. Piszę to na przykładzie branży mleczarskiej, ale pewnie w większości zakładów produkcji spożywczej, gdzie są opakowania typu butelki czy kubeczki jest podobnie. W opakowania zbiorcze (tacki, zgrzewki) zwykle pakuje maszyna (choć czasem trzeba też łapać ręcznie prosto z taśmy), a na palety towar układany jest ręcznie. Na jednego pracownika wypada zwykle na zmianę zebranie od kilku do nawet 20 ton produktu. Organizm musi to odczuć, zwłaszcza gdy robi się to dzień po dniu, nawet przez 10 dni z rzędu, albo i więcej. Grafik znasz na 2-3 dni do przodu, a i tak często zmieniany jest w ostatniej chwili. Praca co 8 godzin też się zdarza (np. ze zmiany nocnej na drugą, albo z drugiej na ranną następnego dnia), zostawanie po 10-12 godzin również (bo jest awaria a towar w tanku za długo nie może czekać i trzeba go spakować).

Gdyby jeszcze respektowano ściśle kodeks pracy, ale i z tym jakoś rządzące PIS nie może sobie poradzić. Pracodawca jest górą i zawsze możesz usłyszeć " Jak ci nie pasuje to się zwolnij", albo już nieco bardziej normalne "Przyjdź, bo nie mam kogo ustawić". Pracodawcy dostali za rządów PO bardzo wygodny instrument w postaci wydłużonego okresu rozliczeniowego (nawet do 12 miesięcy) i elastycznego czasu pracy i mogą teraz bardziej "żyłować" tych pracowników, których mają, bez konieczności zatrudniania nowych czy płacenia za nadgodziny. Albo łapią sezonowych na "śmieciówki" przedłużane w nieskończoność.

Na produkcji najniżej w hierarchii jest "zbieracz" (pakowacz), potem operator (aparatowy), a jeszcze wyżej technolog. Ci wprawdzie fizycznie się już tak nie narobią i stawki godzinowe mają wyższe, ale warunki pracy te same, a czasem nawet gorsze (bo często stoją bliżej maszyny gdzie hałas większy), a z racji tego, że trudniej ich zastąpić (bo np. tylko kilka osób w całym zakładzie jest przeszkolonych w obsłudze danej maszyny), mają zwykle jeszcze większe problemy z uzyskaniem wolnego czy urlopu wtedy, gdy im potrzeba. No i stres trochę większy, bo głowa musi być czujna i trzeba pilnować czy data dobrze się drukuje albo czy zakrętki szczelne, czy produkt ma odpowiednią wagę itp. Technolog, gdy się pomyli z zaworami, może puścić w kanał parę ton towaru, a to już nie są żarty. Dlatego ewentualny awans nie zawsze ma same plusy i czasem lepiej być tym zwykłym "robolem", choć fizycznie faktycznie ciężej.

Tak to mniej więcej wygląda.

Kolarstwo, zwłaszcza takie wytrzymałościowe, wielogodzinne, jest ostatnią rzeczą, na jaką człowiek ma ochotę po takiej pracy. Jakiekolwiek planowanie treningu i regeneracji można sobie darować, bo i tak zwykle wszystko się sypie po pierwszych zmianach w grafiku. Oczywiście, jak ktoś się uprze, może nabijać kilometry, tylko efekty tego są zwykle przeciwne do zamierzonych. Start w zawodach po 7 nocnych zmianach z rzędu też da się zaliczyć, ale bardziej w celach towarzyskich lub dla samej adrenaliny, niż dla wyniku.

Ja praktycznie całkowicie wykreśliłem już z repertuaru treningi (jakie treningi, raczej jazdy) dłuższe niż 2 godziny. Zwykle jest to na szosie 25 - 60 km, lub w terenie 20 - 30 km. Nawet gdy mam 2-3 dni wolnego zupełnie nie ciągnie mnie do wyjazdów po 100-150 km, które kiedyś lubiłem. Takie rzeczy to ewentualnie na urlopie, tylko że ten wypada zwykle już na koniec lata (to wersja optymistyczna), gdy już zimne wieczory i dzień krótki. Robienie pięciocyfrowych rocznych przebiegów mnie również nie interesuje.       





Dodaj odpowiedź