Skocz do zawartości


Zdjęcie

Praca, studia, szkoła, a nasze kolarstwo ?


85 odpowiedzi w tym temacie

#81 beskidbike

beskidbike
  • Użytkownik
  • 697 postów
  • SkądBielsko-Biała

Napisano 28 wrzesień 2016 - 14:04

Pewnie prawda jest gdzieś po środku. Ludzie mają różną pracę i inne jest wyjście na rower po pracy dla kogoś, kto siedzi za biurkiem, a inne dla kogoś kto zap...la 8 czy więcej godzin, na trzy zmiany np.stojąc na nogach w fabryce przy taśmie. Przerabiałem to.

Pomijając to, że realnie nie ma cię wtedy w domu przez pół tygodnia, 2-3h co drugi dzień + jeden dzień z weekendu? Nie ma takiej opcji, żeby przy takim rytmie, rodzinie, dzieciach nie być zmęczonym.

Pewnie się da, ale wtedy jazda to przyjemność czy kara? Bo chyba nikt mi nie powie, że woli wstawać na trening o 5 rano gdy zimno i ciemno, w pośpiechu żeby zdążyć potem do roboty, niż bujać się nieśpiesznie w popołudniowym słoneczku :) Mam znajomych jednych i drugich, tym drugim oczywiście czasem zazdroszczę :)

Jeżdżę w miarę regularnie od ponad 20 lat i "przerabiałem" wszystkie etapy: gówniarza, a potem kawalera na garnuszku mamusi, gdzie było ugotowane i posprzątane, męża, ale jeszcze bez dzieci, aż do teraz gdzie jest dziecko, dom, żona i wszystkie obowiązki z tym  związane. Teraz jeżdżę 8-10 godzin tygodniowo i mam na tyle wyrozumiałą i wspaniałą żonę, która rozumie moją pasję, że gdybym chciał, spokojnie mógłbym poświęcać więcej czasu na kolarstwo, nawet wyjeżdżać sam na całe weekendy (co czasem robię), ale zwyczajnie nie pozwala mi na to sumienie. 

Oczywiście, można mieć to w dupie, nie patrzyć na nic, "bo ja mam pasję". Ale nie po to zakłada się rodzinę, żeby później z powodu rowera być w domu gościem.  To nie moja praca, jeżdżeniem nie zarabiam na życie i nic nie "muszę". Zawodowców i ich wyrzeczenia rozumiem.

Mam wrażenie, że niektórzy tu piszący nie zdają sobie z tego sprawy i albo niech żyją jeszcze w nieświadomości albo niech nie zmieniają stanu cywilnego, bo w przeciwnym razie można się zdziwić. Chciałbym za kilka lat ich zobaczyć na tym forum i przeczytać, co mają do powiedzenia w tym temacie ;)

Nie znam nikogo, oprócz zawodowców, którzy z tego żyją, kto po założeniu rodziny może powiedzieć, że nie robi tego kosztem rodziny i jeździ jak "dawniej". Mimo zdroworozsądkowego podejścia, niestety siebie też zaliczam do tej grupy.



#82 mikroos

mikroos
  • Użytkownik
  • 5358 postów
  • SkądSzczecin/Poznań

Napisano 28 wrzesień 2016 - 14:49

Nie jestem pewny, czy odnosisz się do moich słów. Ale jeżeli tak, to nigdzie nie napisałem, że to nie dzieje się kosztem czegoś.

 

Życie to sztuka kompromisów - czego sam jesteś zresztą świetnym przykładem, z tego co opisujesz (brawo dla Was!). Oczywiście, że kiedy przychodzą nam nowe zobowiązania, musimy coś poświęcić - to normalne. Ale jeżeli ktoś w związku jest zmuszany do porzucania swojej pasji lub dobrowolnie (albo pod mniej czy bardziej subtelną presją) wpakował się w sytuację, w której musi z tej pasji zrezygnować, to nie jest to wg mnie dobra sytuacja.


rowerplus-logo-2.png

#83 beskidbike

beskidbike
  • Użytkownik
  • 697 postów
  • SkądBielsko-Biała

Napisano 28 wrzesień 2016 - 15:31

Są pojedyncze jednostki, które mało pracują i dużo zarabiają. Jednak zdecydowana większość ma tak, że przy natłoku codziennych obowiązków brakuje doby i nie można pozwolić sobie na traktowanie kolarstwa "na poważnie". Do tego często wyskakuje coś ważniejszego niż trening: dłużej zostać w pracy, chore dziecko, zepsuty samochód itp. itd.
Życie...
Jeśli ktoś jeździ "od zawsze" to tak jak ktoś napisał: "widziały gały co brały". Zachowując zdrowy rozsądek i umiar nie powinno być na tym polu konfliktów. Inaczej jest jeśli ktoś złapie bakcyla "w trakcie", wtedy może być problem i argumenty typu:"kiedyś poświęcałeś mi/nam więcej czasu". Też w pewnym sensie to rozumiem, dlatego pomimo tego, że nigdy nie słyszę wypominania, staram się to uszanować i nie "przeginać pały" ;)

#84 johnny_pl

johnny_pl
  • Użytkownik
  • 17 postów

Napisano 01 październik 2016 - 18:40

Dorzucę swoje trzy grosze do tematu, który mnie mocno dotyczy. Podobnie, jak wielu z Was, również i ja jestem obarczony licznymi obowiązkami zawodowymi i rodzinnymi. 4 razy w tygodniu praca od m/w 6.30-7.00 do ok. 11.30, potem dwie godziny przerwy, w czasie których zajmuję się 7-letnim synem po jego powrocie ze szkoły (żona jest w tym czasie w pracy), a następnie wracam do roboty na 13.30 i siedzę do minimum 17, często do 18. W piątki mam to szczęście, że mogę pracować z domu, więc mogę nieco szybciej kończyć pracę.

 

Nie trenuję według planu, ot, po prostu jeżdżę ile się da, nie startuję też w żadnych zawodach. W sezonie wiosenno-letnim zazwyczaj wychodzi tego około 6-8 godzin tygodniowo - po godzince w tygodniu roboczym i po 2 do 3 godzin w sobotę i niedzielę. Tego rodzaju ograniczenie sprawia, że przejażdżki są raczej krótkie - ostatni raz dystans 100 km zrobiłem jakieś 12 lat temu - przykładowo, w tym roku największa moja trasa to "zaledwie" 88 km. 

 

Moja żona jest dość wyrozumiała dla mojego hobby, choć też musiało nastąpić pewne "dotarcie się" w tej kwestii. W całej dyskusji brakuje mi nieco jednego aspektu - koncentrujecie się wszyscy na czasie, jaki możecie poświęcać na hobby. A co z kwestią poczucia bezpieczeństwa? Niestety jazda po szosie wiąże ze sobą pewne ryzyka i jestem ciekaw, jak się na to zapatrują wasze rodziny.

U mnie to nie czas jest największym problemem, bo jak się to zsumuje, to nie wychodzi wcale tego dużo - bardziej chodzi o fakt, że żona mocno martwi się o to, czy mi się nic na trasie nie stanie - i to mimo że mieszkamy w kraju o bardziej cywilizowanej kulturze jazdy i dużo lepszych drogach, niż w Polsce. Od pewnego czasu stosuję live tracking przy użyciu telefonu, tak, aby zawsze było wiadomo, gdzie jestem i żeby dzięki temu nie musiała się aż tak przejmować. 

 

Z drugiej strony, żona sama widzi, jak bardzo kolarstwo pozytywnie wpływa na moją ogólną życiową formę i samopoczucie, więc rozumie, że dzięki temu mogę lepiej funkcjonować :)

 

 



#85 beskidbike

beskidbike
  • Użytkownik
  • 697 postów
  • SkądBielsko-Biała

Napisano 02 październik 2016 - 01:22

U mnie są "uświadomieni" na zasadzie, że każdy wyjazd może być moim ostatnim i nie wrócę, tak samo jak ze sklepu, wyjazdu samochodem itp. ;) Nie ma co się martwić na zapas, bo i tak na pewne rzeczy nie mam wpływu i co ma być to będzie :)
  • Senninho lubi to

#86 Senninho

Senninho
  • Użytkownik
  • 722 postów
  • SkądSzczecinek

Napisano 02 październik 2016 - 15:02

Żona akceptuję, zna ryzyko. Często sobie żartuje, że śmierć w następstwie wypadku komunikacyjnego jest najwyżej w tabelce wartości ubezpieczenia więc lepiej na szosie pożegnać się ze światem. Przynajmniej o sprawy finansowe nie trzeba się martwić:P A mi pozostaje tylko dbać o to by z tego źródła finansowania nie trzeba było korzystać.

Wysłane z mojego LIFETAB_P831X.2 przy użyciu Tapatalka





Dodaj odpowiedź