Hej wszystkim.
Trochę pojeździłem w sezonie 2012, potem biegałem, teraz znów jeżdżę. To nie są wielkie dystanse, ale te 4-5 tys. km rocznie będzie. Typowy amator jeżdżący, aby trzymać wagę ![]()
Idzie powoli zima. Przez ostatnie lata zimą (od grudnia do marca) tylko biegałem. Robiłem plany treningowe, wiosną startowałem sobie w półmaratonach, dopiero od kwietnia wsiadałem na rower. Teraz chcę inaczej.
Zamierzam od grudnia do marca połączyć rower (2,3 razy w tygodniu, pokręcić dla zbudowania bazy, na interwały/tempówki przyjdzie czas wiosną) z ćwiczeniami siłowymi (1-2 x w tygodniu), ew. raz w tygodniu wyjść pobiegać. Rower pewnie w 95% w domu. Po mrozie jeździć nie zamierzam (to nie dla mnie, ja uwielbiam upał, im cieplej, tym lepiej), siłowni z fajnymi rowerkami nie ma w promieniu 50 km od domu, więc wchodzą w grę:
- trenażer
- rower spinningowy.
Trenażer miałem w 2012 roku. Tani z decathlona. Szczerze? Dramat. Jest głośno, śmierdzi gumą, cały pokój potem od tej gumy brudny, docisk koła działał tak, że mi się śmiać chciało. To znaczy nie działał prawie w ogóle. Dlatego jestem bardzo negatywnie nastawiony.
A co myślicie o zakupie roweru spinningowego. Takiego w okolicach 1000 PLN, czyli z najniższej półki. Trochę potestowałem w deca i na pewno jest bardziej cichy, syfu nie ma, docisk (choć ręczny) działa o wiele lepiej. Nawet siodełko i kierę dałoby się w miarę szosowo ustawić. Są też oferty używek na olx czy alledrogo (pytanie, co tam się może zepsuć).
Co sądzicie? Ktoś ma doświadczenie? Z każdą uwagę będę wdzięczny. Za każdy minus i plus roweru spinningowego.
A może jeszcze jest jakieś inne rozwiązanie, na które nie wpadłem? ![]()




