Wpadł mi dzisiaj taki krótki film - naprawdę warto obejrzeć.
Można też się zastanowić nad tematem dlaczego te 30,40 czy 50 lat temu mieliśmy tylu wybitnych sportowców, a teraz ich brak.
Napisano 27 styczeń 2026 - 19:19
Nie mieliśmy wybitnych sportowców tylko wybitnych amatorów którzy rywalizowali głównie w swoim kręgu . w kręgu gdzie kontrole antydopingowe nie istniały. Druga sprawa to takie katowanie się jest bez sensu bo prędzej zrobisz ze sportowca inwalidę niż mistrza i w sumie nie ma danych ile takie zgrupowania ludzi zniszczyły. Sam trening na siłowni pozostawia sporo zastrzeżeń. Każde ćwiczenie jest wykonane źle lub bardzo źle.
Napisano 28 styczeń 2026 - 14:12
Nie mieliśmy wybitnych sportowców tylko wybitnych amatorów którzy rywalizowali głównie w swoim kręgu . w kręgu gdzie kontrole antydopingowe nie istniały. Druga sprawa to takie katowanie się jest bez sensu bo prędzej zrobisz ze sportowca inwalidę niż mistrza i w sumie nie ma danych ile takie zgrupowania ludzi zniszczyły. Sam trening na siłowni pozostawia sporo zastrzeżeń. Każde ćwiczenie jest wykonane źle lub bardzo źle.
Amatorskość sportu w PRL i pozostałych demoludach to czysta ideologiczna fikcja. Owszem, ten masowy był jak najbardziej amatorski - tak jak go rozumiemy nawet dziś, ale ten wyczynowy już nie... Nawet formalnie trudno mówić o zawodnikach jako o 100% amatorach, bo od pewnego poziomu jak najbardziej byli wynagradzani po prostu za uprawianie sportu. Oczywiście w bardzo odmienny od zachodniego sposób. Piłkarze, pięściarze, lekkoatleci byli fikcyjnie zatrudnianiu czy to w wojsku, milicji, przedsiębiorstwach, na tak zwykłych etatach, choć de facto tej pracy nie wykonywali. Krążyły nawet złośliwe uwagi o tym, że pojawiają się w "miejscu pracy" tylko raz w miesiącu - w kasie. To był system, w którym oficjalnie tacy zawodnicy "po robocie" zajmowali się sportem ku chwale socjalistycznej ojczyzny, a w rzeczywistości na wybranych etapach życia, cały ich dzień był powiązany wyłącznie ze sportem. Zupełnie jak w życiu zawodowca... No tylko pieniądze i możliwości były inne, ale to wynikało bezpośrednio z ogólnej mizerii ustroju, choć w szczycie tej hipokryzji zdarzało się, że sportowiec-amator mógł być zatrudniony jednocześnie na 2-3 takich fikcyjnych etatach dla zwiększenia atrakcyjności finansowej oferty klubu. Choć to akurat zdarzało się raczej piłce nożnej..
Kolarstwo nigdy nie oferowało kokosów jak piłka, ale to nie znaczy, że rozwiązania systemowe były w nim jakieś inne. Zresztą można spojrzeć na tp "zgrupowanie" zorganizowane zapewne przez PZKol jak na działalność zwykłego teamu zawodowego, tylko bardzo nieefektywnego, bez dostępu do strumienia "prawdziwych" pieniędzy od sponsorów, z głupimi ideologiczno-systemowymi ograniczeniami. Bo z jednej strony to jest dostęp do jakiejś bazy treningowej (może nawet COS w Zakopanem) za śmieszne pieniądze, albo nawet na zasadzie ministerialnego przydziału, a z drugiej brak realnych dewiz na sprzęt i wyposażenie na normalnym światowym poziomie (ktoś tam z Colnago, a ktoś na Romecie :-), a na bufecie deska wędlin (co samo w sobie w kraju z reglamentacją jest zabawne, bo dla przypadkowych przechodniów to ci kolarze mieli "luksusy")... No i sam pomysł zgrupowania w Zakopanem... Normalny team by pojechał na południe Europy, a tu z przyczyn finansowych i organizacyjnych zostawał ten COS).
Natomiast nie chciałbym jakoś oceniać merytorycznie tego, co oni tam robią. Nie znam się kompletnie na tym treningu (ani kolarskim, ani siłowym), więc nie będę się wypowiadał, ale oceniając go dziś nie możemy pomijać perspektywy. To było kurczę CZTERDZIEŚCI LAT TEMU... Obawiam się, że za czterdzieści lat od dziś ktoś oglądając jakieś relacje treningowe i czytając archiwalne wpisy z internetu też napisze, że to wszystko niewłaściwie, nieprawidłowo i bez sensu... No i bez przesady z tym koksowaniem socjalistycznych bohaterów, jakby to zawodowy peleton w tej połowie lat 80 był nie widomo jaki czysty.
Ten materiał to taka ciekawa migawka z epoki i to z dosyć smutnych i szarych realiów, gdzie Piasecki naprawdę ma nadzieję na jazdę we włoskiej grupie zawodowej nawet nie z uwagi na możliwości sportowe, ale po prostu w nadziei na szansę wyrwania się z beznadziejności lat 80. Natomiast mnie osobiście uderzyło, jak bardzo zmienił się obraz kolarskiej Polski przez te 40 lat. W tym 1986 r. oni na tych drogach między Głodówką a Morskim Okiem byli jak przybysze nie z tej ziemi. Dziś szansa na niespotkanie szosowca, ba! zwykłego amatora (a nawet tabunów takich szaraczków) byłaby ekstremalnie mała (no dobra, może nie w taką pogodę o tej porze roku)... A i każdy amator byłby o niebo lepiej wyposażony.
Napisano wczoraj, 00:52
Z tymi kontrola i to jakieś jaja? Weź sobie przejrzyj historię afer dopinvowych na zachodzie. U nas to w takim razie faktycznie było kolarstwo amatorskie.Nie mieliśmy wybitnych sportowców tylko wybitnych amatorów którzy rywalizowali głównie w swoim kręgu . w kręgu gdzie kontrole antydopingowe nie istniały. Druga sprawa to takie katowanie się jest bez sensu bo prędzej zrobisz ze sportowca inwalidę niż mistrza i w sumie nie ma danych ile takie zgrupowania ludzi zniszczyły. Sam trening na siłowni pozostawia sporo zastrzeżeń. Każde ćwiczenie jest wykonane źle lub bardzo źle.
<p>
Napisano wczoraj, 11:54
Ty ROZMIAR tak na poważnie?
"Przemysł" dopingowy NRD - czyli sport amatorski na zasadzie +/- jak nasz był amatorski - to własnie 30, 40, 50 lat temu.
Olimpiada "dopingowa" amatorów w Moskiwe - 1980.
Joachim Halupczok - w powszechnej opinii poza naszymi granicami zmarł w wyniku powikłań podopingowych. A to +/- 35 lat temu.
https://en.wikipedia...achim_Halupczok
In 1989 he became the amateur champion at the 1989 UCI Road World Championships.
[...]
It was suspected that the cause of his health problems was the use of EPO.
Napisano dziś, 00:58
Mówimy o naszych, u nas ten doping był amatorski. NRD to zupełnie inna liga.Ty ROZMIAR tak na poważnie?
"Przemysł" dopingowy NRD - czyli sport amatorski na zasadzie +/- jak nasz był amatorski - to własnie 30, 40, 50 lat temu.
Olimpiada "dopingowa" amatorów w Moskiwe - 1980.
Joachim Halupczok - w powszechnej opinii poza naszymi granicami zmarł w wyniku powikłań podopingowych. A to +/- 35 lat temu.
https://en.wikipedia...achim_Halupczok
In 1989 he became the amateur champion at the 1989 UCI Road World Championships.
[...]
It was suspected that the cause of his health problems was the use of EPO.
<p>
Napisano dziś, 07:49
Mówimy o naszych, u nas ten doping był amatorski. NRD to zupełnie inna liga.
Doping był dokładnie ten sam i takim sam u nas. Te same środki itp. Problemem NRD było to że od podawano to od poziomu juiniora a męskie dawki kobietom. Produkcja środków dopingujących i ich jakość wbrew pozorom była lepsza na "wschodzie". Amerykański Dianabol to była w zasadzie dopiero odpowiedź na Ruską Metę. Dopiero lata 90 lub koniec 80 zrobiły przepaść. Poza sterydami popularne stały się peptydy. Pod koniec lat 8x pojawia się Hormon wzrostu w dawkach umiarkowanych a na początku 9x wpada prawdziwa bomba czyli ogromne dawki hormonu wzrostu w połączeniu z insuliną. Metoda wprowadzona przez Doriana Yatesa przesunęła granicę ewolucji w dopingu o 20 lat . Potem oczywiście powstały już specjalne protokoły dopingowe w różnych sportach. Między innymi u Lance. Mniej więcej do ery Mike Mentzera i Doriana brało się ..." garść lub dwie tego co kolega bierze i działa". Na wschodzie podawał raczej trener .. zwłaszcza w NRD.