ICM podalo, ze jutro w moich rejonach ma padac. A mialem zrobic 2 dni przerwy. Zmiana planow, jade dzisiaj po 1 dniu przerwy. Ma byc krotko, a mocno. W planach 50km. Czuje sie mocny. Juz po paru kilometrach stwierdzam, ze pojade dzis dluzej, bo dobrze sie jedzie. Jestem najedzony, wyspany, slonce zaszlo, temperatura idealna, wiatru nie ma, tam gdzie jechalo mi sie najciezej wieje w plecy.
Pojechalem najmocniejsza 60km w moim zyciu
TRIP DIST: 62,51km
TRIP TIME: 1:55:07
AVG SPEED: 32,58 km/h

jest dobrze
MAX SPEED: 45 km/h
Ostatnie 7 kilometrow, daje z siebie wszystko, bo wiem, ze sil starczy i jeszcze mam rezerwe, ostatni kilometr sprint z 45km/h na wyswietlaczu

. Jestem bardzo zadowolony. W zyciu sie nie spodziewalem takiego progresu. Zaczynalem jezdzic, jakies 2 lata temu i dystans 8k to byl wyczyn. Korci mnie, zeby jeszcze na MTB do puszczy kampinoskiej skoczyc.