marvelo ... niestety, u nas tak już jest
że, w takich sytuacjach stajemy przed wyborem
NFZ (kalendarz czekania) albo, prywatnie (pieniądze z własnej kiesy)
ale nie zawsze
jestem narciarzem, ze stażem lat 35-ciu
i jeśli chodzi o kolana , wiązadła, łąkotki etc.
już nie jedno widziałem i z niejednym 'cudem' się spotkałem
od, zabiegu po 4 latach (u nas)
po zabieg, 2 dni po urazie (Italia , koszta pokryte przez ubezpieczenie własne plus NFZ)
w ubiegłym roku ( 2 wrzesień) Pan Doktor
musiał pogrzebać w mym lewym kolanie ....
założyłem się wówczas z nim i z Panią rehabilitantką
że, 11 grudnia zjadę trasą na której, nasza Kowalczyk
pokonała (raz któryś0 Bojregen) w Italii
3 miesiące wylewanego potu i ..... musieli zrobić z zrzutkę :-D
potem normalny sezon czyli ok 30 dni na nartach
a od kwietnia rower
(w miniona niedzielę 180 km w cit więcej niż 6 godzin)
aaaaa..... zabieg był finansowany przez NFZ
tyle tylko że, najpierw wybrałem lekarza (polecony przez kolegów narciarzy)
a potem to On , a raczej przychodnia w której pracuje
załatwiała wszystko ..... czekałem od chwili wizyty 1,5 m-ca
tak to już jest , że o siebie trzeba dbać samemu
wiara w to co mówi nam jakiś lekarz
to tylko wiara w jego słowa ,
a często (o zgrozo) rzeczywistość , jest diametralnie inna
zdróweńka
jarek