Skocz do zawartości


Zdjęcie

Wasze początki przygody z rowerem


9 odpowiedzi w tym temacie

#1 Lukasz Kwiatkowski

Lukasz Kwiatkowski
  • Użytkownik
  • 265 postów
  • SkądKlucze

Napisano 23 listopad 2012 - 13:20

Powszechnie wiadomo, że w większości pierwszy rower dostajemy jeszcze jako mali ludkowie, podobnie było ze mną, ale tak na prawdę zainteresowałem się jazdą w szkole średniej. Pierwszy rower MTB i szaleństwo po lasach, potem niestety dłuuuuga przerwa aż do teraz i zaczynam trochę poważniej, czyli trening i zdrowszy styl życia.
Moja przygoda z rowerem nie była ani długa ani zbyt fascynująca, ale większość z was od młodzieńczych lat interesowała się rowerem na poważnie. Zakładam ten temat, bo może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi wspomnieniami.
(Jeżeli nie będzie chętnych, proszę usunąć temat).

#2 vuki

vuki
  • Użytkownik
  • 494 postów
  • SkądRawicz

Napisano 23 listopad 2012 - 14:07

rowerem jeździłem od małego choć w moich czasach nie było wielkiego wyboru
kiedyś, rodzicom udało się kupić (rzucili do sklepu) rower turystyczno-sportowy z przerzutkami
mmmm to był luksus i szał a miałem wtedy pewnie poniżej 15 lat

potem dojazdy do szkoły, praca, rodzina i człowiek nie miał czasu
10 lat temu kupiłem jakiś górski i czasem latałem po lesie bo szosą to ciężko się jechało
starałem się jednak coś dla ciała robić bo miałem dość statyczną/siedząca pracę
chodziłem na basen ale chlor nie bardzo mi służył i ciągle coś z gardłem miałem

3 lata temu zacząłem mieć problemy z kolanami, lekarze jak wiadomo niewiele pomogą
nie mogłem wyjść z wanny, ukucnąć a tabletki niewiele pomagały
jako, że basen się urwał chciałem biegać i zacząłem ale kolana były mocno obciążane
kupiłem więc stary rower szosowy i zacząłem jeździć
z kolanami mniej problemów, mogę kucnąć i wstać a i kolarstwo mnie zaczęło wciągać mocniej
rok temu wymieniłem rower, mam trochę gadżetów, ciuchów na każdą porę i czerpie radość z jazdy
nie trenuję, jeżdżę jak mam czas i ochotę

#3 Adaasko

Adaasko
  • Użytkownik
  • 484 postów
  • SkądKołobrzeg

Napisano 23 listopad 2012 - 14:08

lubie takie tematy, bo lubie to forum, kocham rower, a nie dokońca jestem "lycra i pulsometr".

na rowerze smigałem od kąd tylko pamiętam - tata mocno mnie tym zarażał, zaczelo sie standardowo, 4 kółka, pózniej 2, juz wtedy byłem dosc dobry, inni grali w piłkę, a ja jeździłem na swoim składaczku, pózniej siostra dostała rower na komunie, Author hollywood, 24 koła, rózowo-biała damka... ahh... siostra nie jeździła, za to jeździłem ja i w wieku 8 lat zrobiłem z tata jednodniową wycieczke 132km!

pózniej zaczelo mnie ciągnąc do grawitacji, mialem 2-3ech kolegow ktorzy daawno temu, przed czasami for, youtube, skakali sobie w stylu, ktory ciezko było by dziś nazwać - stunto-streeto-trial, ja starałem sie naśladowac, pózniej era internetu itd, i zaczelem skakać, poziom był niezly, ekipa sie rozpadła niestety, ponieważ byłem najmłodszy (i chyba najbardziej zdeterminowany) zostałem, nadal jeżdze w streecie, nawet dośc nieźle myśle, współpracuje lekko z najlepszą polską firmą na tym rynku, ale z czasem zaczęło mnie ciągnąc do swiata rowerowego dalej, sytuacja finansowa w domu sie polepszyła, a i ja sam mialem juz taki wiek, że mogłem pracować... i tak miałem juz 2 szosy, z ojcem na spółke fulla 160mm/160mm, ostre koła, itd...

dzis obecnie nie mieszkam w chwilowo w moim rodzinnym kołobrzegu, ale i tak mam z 4 rowery, fulla niestety odpusciłem, ponieważ nie da sie miec roweru na spółke, i tak dalej hopsam sobie w streecie, latam na ostrym, chociaz ostatinmi czasy czuje potrzebe przełaju... dziwnie mam, chce pojeździć w każdym stylu, rower jest piękny w każdym aspekcie, czy to skakanie po miescie, czy szosa, czy XC, FR, DH...

chyba tylko rowery stacjonarne mnie w ogóle nie ciągną :mrgreen:

#4 cons

cons
  • Użytkownik
  • 78 postów
  • SkądWarszawa

Napisano 23 listopad 2012 - 14:10

Rower towarzyszy mi od najmłodszych lat.
W czeluściach albumów ze zdjęciami tkwi gdzieś zdjęcie jak miałem roczek i zachrzaniałem na trójkołowcu z pedałami w przednim kole... pierwsze ostre hehehehe :) Był to rok 88.
Potem cały czas miałem jakieś rowery.

Na 3 lub 4 urodziny dostałem rowerek z bocznymi kółkami, z kierunkowskazami, ale był lans na dzielni.

Pierwszy rower bez bocznych kółek to Reksio, a następnie Salto, którego na okolicznych krawężnikach nie raz mocno katowałem. Zresztą wszyscy koledzy z podwórka katowaliśmy rowery. Hamulec torpedo i kto zrobi najdłuższego ślizga. Rozsypywanie piachu dla lepszego poślizgu i kręcenia bączków.

Potem w okolicach komunii pojawił się ciężki jak cholera rower ściągnięty z Włoch, miał już przerzutki, terenowe opony i Canti w których cały czas rozwalałem śrubę od hampla. Na tym rowerze pokonywało się pierwsze małe schody, bo koło 26 cali na to spokojnie pozwalało. Zaliczył też pierwsze wypady w teren.

Kolejnym rowerem był Gary Fisher Tarpon już na Vkach, z osprzętem Acera/Alivio. Na tym rowerze zrobiłem setki kilometrów i nigdy mnie nie zawiódł. Rower był dużo lżejszy od poprzedniego. Jazda na nim to była czysta przyjemność. Służył do wypadów na i za miasto. Na dojazdy do pierwszej pracy i w ogóle.

W międzyczasie jeździłem też kilka lat na deskorolce i pasja do skoków mi pozostała, więc w domu pojawił się BMX. Jednak brak czasu i eksplozja chęci do dalszych wypadów spowodowała że bmx zaczął się kurzyć i w końcu go sprzedałem.

Tarpon przestał mi wystarczać i zapragnąłem mieć coś nowego, na dobrym osprzęcie. Kupiłem... drugiego Gary Fisher tym razem Big Sur. Jest on ze mną do tej pory, już prawie 6 lat. W między czasie wymieniłem mu praktycznie wszystko, pozostała rama, widelec, hamulce. Teraz jeździ na XTRze i lekkich wytrzymałych kołach. Z wagi zszedłem z 13kg ponizej 10kg.
Niestety któregoś razu odkryłem że ktoś "bawił" się moją przednią przerzutką i wygiął mi prowadnicę. Przez ten incydent kupiłem rower na miasto. Na allegro znalazłem starego Rometa Sporta i przerobiłem go na singla. Super rower na miasto. Hehe, licytacja tego roweru kończyła się jak byłem z dziewczyną w kinie, więc walczyłem o niego przez telefon z narzuconą kurtą na głowę, żeby innych nie wkurzać światłem.

A tydzień temu pojawiło się kolejne moje marzenie, czyli szosa na carbonie na porządnym osprzęcie :)

#5 Lukasz Kwiatkowski

Lukasz Kwiatkowski
  • Użytkownik
  • 265 postów
  • SkądKlucze

Napisano 23 listopad 2012 - 14:23

A tydzień temu pojawiło się kolejne moje marzenie, czyli szosa na carbonie na porządnym osprzęcie :)

Ja nadal czekam na moją pierwszą szosę

#6 maccacus

maccacus
  • Użytkownik
  • 494 postów
  • SkądSzczecin

Napisano 23 listopad 2012 - 20:33

W moim dzieciństwie kolarstwo szosowe kojarzyłem jedynie jako młodość mojego ojca bo ścigał się przez kilka lat w Piaście Słupsk a z kilkoma znanymi dziś legendarnymi nazwiskami nierzadko dzielił wspólny hotelowy pokój na wyjazdach (Jaskóła, Piasecki...). Wtedy jednak nie rozumiałem magii szosy i "jarał" mnie rower górski (wówczas jeszcze totalny sztywniak na stalowej ramie), błoto itepe... Wycieczki 30-50 km to były moje maksymalne osiągnięcia a jeździłem dla przyjemności a nie poprawy wyników (choć nie oznaczało to, że wolno i spokojnie... ;)). W czasie studiów dłuuuga przerwa. Dopiero 3 lata temu znów się zaczęło. Pierwszą szosę, retro, kupiłem jako dojazdówkę do pracy. A skończyło się na tym, że obecnie jeżdzę już na trzeciej szosówce, mam za sobą dwa pełne sezony i przez namowy jednego ze szczecińskich koxów (pozdro Wober :mrgreen: ) pokochałem rywalizację i ścigam się w maratonach szosowych a pory roku wyznaczone są przez przypisane im wielkie toury i legendarne klasyki :-P .

Do szosy trzeba dojrzeć. ;-)

#7 szpiler

szpiler
  • Użytkownik
  • 229 postów
  • SkądRacibórz

Napisano 24 listopad 2012 - 19:57

I jeszcze Wrażenia po zakupie pierwszej szosy

#8 Hiszpan25

Hiszpan25
  • Użytkownik
  • 117 postów
  • SkądSzczecin/Hamburg

Napisano 24 listopad 2012 - 20:30

Moim pierwszym rowerem był trójkołowiec z napędem na przód i kiprem :) potem był składak Pelikan od kuzynki. Dostałem go jak pamiętam jeszcze w przedszkolu. Niestety połamałem w nim ramę (na zawiasie). Potem był kolejny składak Uniwersal w połowie podstawówki, po pewnym czasie załozyłem zamiast tylnego koła z hamulcem torpedo wolnobieg i przerzutki . Tu także udało mi się ramę połamać na zawiasie i na początku technikum śmigałem na stalowym góralu. Tu udało mi się urwać główkę ramy. Kolejny był full gdzieś na studiach. Połamałem w nim tylny wahacz (na gwarancji jeszcze) i spaliłem klocki hamulcowe na jednym zjeżdzie (rozsmarowały sie dosłownie po feldze) a potem była samodziałka z zawieszeniem i hamulcami od motoroweru (bębny wytrzymywały znacznie lepiej ostre hamowania bez przegrzewania się). Potem długo nic i w zawitał 2011 aluminiowy góral z tarczami i pełnym zawieszeniem. Od około miesiąca składam i modzę kolejny wynalazek opisany w temacie projekt a3r0. Ten ma szanse przetrwać bo do wariactw jest MTB :)

#9 Rebe

Rebe
  • Użytkownik
  • 661 postów
  • SkądWłocławek

Napisano 25 listopad 2012 - 21:41

" Do szosy trzeba dojrzeć "
Jeżeli to prawda to dojrzałem bardzo szybko . Wychowałem się w mieście gdzie był betonowy tor kolarski i na centralnym placu' szczekaczka" radiowa i w maju na Wyścigu Pokoju tłumy słuchające transmisji . Pierwszy rowerek mały i nauka z kijem za plecami . Na drugim już wskakiwałem na tor , jeździli starsi bracia , ich kumple . Po prostu musiałem . Pierwszy wyścg w 68 roku , tym samymw którym zginął mój ojciec , oczywiście na rowerze . Jak kupiłem pierwszą prawdziwą szosówkę mama płakala . Przez kilka lat trenowałem siatkówkę więc siłą rzeczy rower był trochę z boku. Ale jednak był zawsze i zawsze szosa . Kiedyś próbowałem MTB , startowałemi organizowałem zawody , ale szosa to pasjamiłość i wariactwo w jednym . Od wielu lat mamy grupę - razem trenujemy i startujemy oraz zarażamy innych.
Rowery tylko cztery , ale to się zmieni .
Mam lepsze ale najbardziej jestem dumny ze stalówki Mosera z lat osiemdziesiątych . Jest tak na pokaz , że w tym roku nie przejechałem na niej nawet kilometra . A nawet koła napompowane .
Żona jeźdz iod kilku lat , po 25 latach nieustannego namawiania nareszcie wzięło ją potężnie.

#10 anita89

anita89
  • Użytkownik
  • 1 postów
  • SkądWrocław

Napisano 09 grudzień 2012 - 20:22

Znajomy chłopaka nas zachęcił ;P



Dodaj odpowiedź