Posted 17 July 2009 - 23:29
Stas - zgadzam się z Tobą całkowicie, tylko jak wcześniej wspomniałem jest jedno "ale". Muszę jakoś wyjechać za miasto, a szosówką jest to nie możliwe, szkoda roweru. Dobrze wiesz, że w przypadku jazdy zawodniczej, czy jak kto woli - wyczynowej, takich problemów nie ma. Jest oczywiście wyjście idealne - można kupić ze trzy rowery, samochód z serwisem, kierowcę, ekipę i w drogę...! Niech podają napoje, chronią przed zawałem i odwożą do domu po całej zabawie. Niestety, nie jestem zamożnym kapitalistą, choć wierzę, że może jeszcze będę nieprzyzwoicie bogaty. Ot i cała tajemnica mojej zdrady, drogi Stas... Z dawnych czasów, z mojej wielkiej pasji do kolarstwa pozostało i tak bardzo wiele. Przecież nikt "normalny" nie będzie się katował, robiąc dziennie 50 km. Wiem, że to może nie za dużo, ale nie jestem już wyczynowcem, nie jeżdżę na czas, ani dla sukcesów, ale dlatego, że sprawia mi to zaje... radość. Oczywiście źle się czuję, kiedy muszę się męczyć na byle czym, bardzo źle, dlatego kombinuję co tu kupić. Koledzy poradzili przełajówkę i myślę, że był to strzał w dychę. Zaczynam teraz zbierać tę całą wiedzą o sprzęcie i zastanawiam się, czy składać rower, czy kupić jakiś tańszy np. Focusa Mares Cross. Do żadnych wniosków jeszcze nie doszedłem, ale ten Fosus, to nawet jak na 2000 zł (używany)wygląda dość ubogo i topornie (rower też może ładnie wyglądać i dla mnie to równiez ma znaczenie). Pamiętajcie też, że w tej sprawie nie bierzemy pod uwagę rowerów z górnej półki, ale te nieco tańsze od... samochodu. Choć początkowo ustaliłem sobie cenę na max 2500 zł, to niestety poprzeczka idzie w górę i nie wiem na jakiej kwocie skończę. Byle by się to rozwodem nie skończyło...
Aaaa... i jeszcze słówko do Stasa. Mam juz 40 lat i przez ten czas, podobnie jak ty, miałem różne fazy kontaktów z rowerem. Górale mi jakoś nigdy nie podchodziły. Ale jeszcze kilka lat temu miałem na strychu stary rower wyścigowy, zbudowany głównie na Campagnolach (Super Record). Kupiłem go już jako sportowy emeryt, bo jako zawodnik jeździłem na Rometach (Jaguar), ale w całkiem przyjemnych konfiguracjach osprzętu (nawet Lang jeżdził na Jaguarze, więc żaden wstyd). Kilka lat temu kupiłem sobie treka Herculesa i wtedy (chyba początek XXI wieku) był to prawdziwy full wypas. Dziś jak już wcześniej wspomniałem jest on mocno odchudzony i na nim jeżdżę. Problem polega na tym, że mam coraz lepszą wydolność (choć zapewne ograniczoną) chcę jeździć więcej, dalej , szybciej i siłą rzeczy potrzebny jest lepszy sprzęt. Nie śmiejcie się z tej mojej wydolności... Nawet jak czterdziestolatek jeździ codziennie na rowerze, na ma lepszą formę niż dwudziestolatek z kiepem i piwem w łapach... I jak widzicie, nie wstydzę się tu przyznać do wieku, choć pewnie dla wielu "kolarzy" jestem starym dziadem... Przykro mi, jeśli kogoś zawiodłem.