Posted 06 March 2011 - 19:14
Zarzekałem się, że więcej na forum wypowiadał się nie będę. Jednak ostatnie posty zmusiły mnie do złamania złożonego ślubu.
Zatem pokrótce (w dużym skrócie) by nie zanudzać.
Nie ma czym się podniecać i szukać sensacji w tym, że ktoś osiągnął avs 37 km/h z solowej jazdy na dystansie 120 km.
• po pierwsze – kolarz trenujący systematycznie, dobrze przygotowany motorycznie taką trasę jest w stanie pyknąć jeszcze szybciej, bez specjalnego zaginania się,
• po drugie, takie jazdy odbywa się raczej w ramach BPS oraz ewentualnie jako okresowy sprawdzian wydolności, ale raczej nie ma takiej potrzeby by kolarz amator czynił to na początku marca,
• po trzecie jazdy treningowe są odbywane po to by wykonać określone ćwiczenia i pomiędzy nimi odcinki jechać odpoczynkowo (by się zregenerować do kolejnego ćwiczenia), a nie by wykręcać wysoką średnią (ona ma jedynie wartość statystyczną i inna będzie dla treningów siły, tempa czy czasówki). Podawanie przez forowiczów tej wartości jest w mojej ocenie bezsensowne, gdyż o niczym nie świadczy,
• po czwarte trzeba mieć 200% pewności, że do licznika został wprowadzony prawidłowy obwód koła. Często się zdarza, że wprowadzana jest wartość podana w instrukcji licznika dla rozmiaru koła i wychodzą nieprawdziwe prędkości – bodaj wikloman nie tak dawno podał opisując swój trening, że na 52/19 jechał ze średnią kadencją 93 mając średnią prędkość 35 km/h. Według mojej wiedzy przy obwodzie koła 2115-2120 milimetrów i przy kadencji 93 można rozwinąć prędkość 30 km/h i to przy przełożeniu 53/19.
Wracając do usera Kolen, którego wpis stał się powodem polemiki i podejrzeń :
• podawał na forum że jest mieszkańcem Pszczyny, więc porusza się w okolicach już dość znacznie pomarszczonych, więc może pod górkę pojechać np. 20 km/h a zjechać 70 km/h i wówczas średnia z takiego odcinka (podjazd + zjazd wyjdzie ok. 45 km/h). A nie wiemy na jakiej trasie ta średnia została wykręcona (płasko, po górkach, z wiatrem, pod wiatr, na szosie przy intensywnym ruchu aut które podciągają jadącego, itp.),
• pochwalił się, że na niedawno przeprowadzanych badaniach wydolnościowych pedałował 1 min na mocy 480 W. Wygenerował wartość mocy dość zacną, ale nie rzucającą na kolana, gdyż jego wytrzymałość siłowa była wówczas raczej przeciętną (bo pełną jednostkę czasową 3 lub 5 min. pedałował na 430 lub na 450 W) skoro potrafił tę moc utrzymać zaledwie przez 1 minutę (gdyby np. wykręcił 500 W przez 3-5 minut to już byłoby o wiele lepiej), wiec nie ma powodów do wystękiwania achów i ochów nad tym rezultatem,
• jechał Jarna Klasika i tam w rywalizacji z wyjadaczami szosy za wiele niestety nie zdziałał (jest to do sprawdzenia), gdyż tak jak wielu mastersów trenujących samotnie z pomiarem mocy przepadł w peletonie, nie mając zdolności do wykonania skoku, skutecznej ucieczki czy wykończenia finiszu . Jest zupełnie czym innym zaginanie się w trupa (by generowana moc była jak najwyższa) na samotnie jechanych treningach, od jazdy w peletonie gdzie kart wcale nie rozdaje generowana moc tylko wiele zupełnie innych czynników (kto się ściga ten wie o czym piszę). Żeby wygrał Jarną to musiałby dużo więcej i mocniej oraz rozsądniej trenować i odpoczywać (jeden z trenowanych przeze mnie kolarzy odniósł sukces w Jarnej po samotnej ucieczce, posługując się w treningach tylko pulsometrem, tak wyśmiewanym przez posiadaczy mierników mocy).
Jeszcze nie tak dawno kolarze nie znali liczników, pulsometrów, mierników mocy i zdobywali mistrzowskie tytuły.
Czytając na różnych forach peany mastersów nad treningiem z pomiarem mocy coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, iż odkąd mastersi zaczęli posługiwać się tym urządzeniem zatracili świadomość tego co trenują.
Teoria sportu i teoria fizjologii wysiłku jednoznacznie stanowią, że trening ma zapewnić poprawę wydolności organizmu, pozwolić zawodnikowi na podejmowanie WYSIŁKU w dłuższym przedziale czasowym, poprzez doskonalenie wrodzonych cech motorycznych (siły, wytrzymałości i szybkości). Zatem w skrócie:
• doskonalenie to, w kolarstwie szosowym jest możliwe tylko poprzez realizowanie w określonym czasie, w określony sposób, w określonej kolejności metodologicznie zaplanowanych treningów, okresowo realizowanych sprawdzianów formy, itp. w których podstawowym celem i miernikiem jest WYSIŁEK. Efekt tego wysiłku - generowana moc jest rzeczą wtórną i często błędnie mierzoną - jest tylko algorytmem (lepiej lub gorzej napisanym przez programistę, co potwierdzają różnice wskazań pomiędzy poszczególnymi modelami mierników mocy oraz lepiej lub gorzej oszacowanymi i wprowadzonymi przez zawodnika potrzebnymi do wykonywania pomiaru parametrami),
• ani znani i cenieni trenerzy (którzy wyszkolili światowych i krajowych championów kolarstwa szosowego) ani tym bardziej bajkopisarze (Friel, Cogan czy Carmichael w swoich „słynnych” bibliach), nie są w stanie opracować cudownego uniwersalnego remedium które pozwoli zawodnikowi samemu, bez udziału trenera, analityków, fizjoterapeuty, lekarza, się skutecznie wyszkolić. Trener mający wiedzę o fizjologii wysiłku i o biomechanice może tylko jej zasady tak wykorzystywać by dobierać treningi do potrzeb szkoleniowych danego zawodnika, określając cele i indywidualizując mu plany treningowe. Kierowanie się w treningu tylko teorią Cogana lub Friela to dobra droga by zejść na sportowe manowce i wyszkolić się na wyrobnika, a nie na mistrza,
• najważniejsze w treningu jest to, by tak poprawiać swoją wydolność, żeby być przygotowanym do długotrwałej pracy z wysiłkiem na poziomie zbliżonym do maksymalnego. Aby tak się stało trzeba uzmysłowić sobie i kierować się jedną z podstawowych prawd:
pomiar pulsu - czyli posługiwanie się pulsometrem jest w treningu kolarskim podstawą, jest wręcz nieodzowne, gdyż WYSIŁEK mierzy się i wyraża tylko wartością pulsu (bieżącego, średniego i maksymalnego). To te właśnie wartości definiują możliwości wysiłkowe (im dłużej na pulsie zbliżonym do HR max zawodnik jest w stanie pracować, tym ma on lepszą wydolność mięśniową i krążeniowo - oddechową),
pomiar generowanej mocy – czyli posługiwanie się miernikiem – umożliwia tylko matematyczne dokonanie oceny efektu uzyskanego z włożonego WYSIŁKU. Ta wartość będzie jednak różna w zależności od przełożenia, kadencji oraz od rodzaju wykonywanego ćwiczenia (siła, wytrzymałość siłowa w jeździe tempowej, wytrzymałość szybkościowa w jeździe za autem, przy interwałach intensywnych lub ekstensywnych, przy sprintach krótkich, średnich czy długich, itp.).
Stąd planowanie i realizowanie treningu w oparciu wyłącznie o pomiar mocy z pominięciem pomiaru pulsu jest dużym nieporozumieniem, które wcześniej czy później prowadzi amatora kolarstwa do przeciążenia organizmu (wpatrzony tylko w wartość generowanej mocy maksymalnej i średniej amatorzy mozolą się na ogół na najtwardszych przełożeniach, przeciążając stawy, mięśnie, układ krążeniowo – oddechowy, byle tylko pochwalić się watami i innymi mało mówiącymi cyferkami) i wcześniej czy później wywołanych tym chorób.
Podstawą w treningu kolarza szosowego jest stworzenie swoistej mapy, uwzględniającej rozliczne współrzędne pozwalające na wszechstronne ustalenie m.in. jaką moc generuje przy danym wysiłku (pulsie i w strefach i na progach), na jakim przełożeniu, na jakiej kadencji, na jakim profilu trasy, przy jakim zakwaszeniu krwi, w jak długim czasie, itp. Dopiero stworzenie takiej mapy pozwala coś w kolarstwie i treningu osiągnąć i metodologicznie go realizować. Bo co mi po tym, że ktoś wykręci max moc np. 700W skoro utrzyma ją przez kilka sekund, skoro sprint na kreskę wygra słabszy, ale lepiej rozprowadzony zawodnik. Dla chcącego się ścigać kolarza szosowego i jego trenera jest bardzo istotne jaką wytrzymałością dysponuje zawodnik, czyli jak długo jest w stanie jechać na pulsie np. 90, 91, 92, 93, 94, 95, ….. 100% % HR max na płaskim i na podjeździe [z jaką kadencją i na jakim przełożeniu (bo często się okazuje, że odpowiednia technika oddychania, zmiana przełożenia i kadencji skutkuje zmniejszeniem wartości pulsu) – warto np. jeden i ten sam podjazd jechać na maksa na różnych przełożeniach i kadencji by dostrzec te różnice, w tym także czasowe] i jaką wówczas moc generuje (uważny obserwator zapewne zauważył np. podczas transmisji z TdF że pokazują wyłącznie bieżącą wartość pulsu i % HRmax kolarzy na podjazdach a nie generowaną moc (ta wartość jest dobra do analizy powyścigowej) stąd bardzo ważna jest znajomość i stosowanie się do zasad treningu z pulsometrem.
Marketing ma to do siebie, że wielu ludziom można wmówić bardzo wiele, nawet to że nabywając miernik mocy będą wybrańcami losu, herosami kolarstwa i przejdą do annałów kronik kolarskich.
Przecież planując trening, np. że będę jechał jakiś odcinek z określoną mocą (i załóżmy, że będę obserwował puls) to nic innego jak odwrotność sytuacji - zaplanowanie jazdy na określonym pulsie, który w miarę upływu czasu będzie korygowane (zwiększane wartość dryfu tętna (a on nie jest aż tak duży – maks. kilka uderzeń).