rower służy mi głównie do zwykłego przemieszczania się , i z takim zamiarem go kupiłem , plan był prosty , ma jeździć , być wygodny , łatwy w obsłudze , mało awaryjny
To trzeba było kupić holendra ;-)
Rower szosowy lub prawie szosowy z ostrym kołem lub bez z przerzutkami lub bez jest chyba najmniej wygodnym rowerem służącym do wyżej wymienionych celów. Wiem o czym mówię bo przechodziłem przez ten okres co Ty teraz ze 2 czy 3 lata temu. Krawężniki, kratki odpływowe, szyny tramwajowe stają się przeszkodami, które trzeba nauczyć się pokonywać, po deszczu błoto ci chlapie na tyłek bo błotniki nie pasują do konecpcji, a zakupy trzeba wozić w plecaku. Taki singiel jest też średni jeśli chcesz sobie pośmigać gdzieś dalej, bo nie rozwiniesz na nim większych prędkości, a czasami pod wiatr, albo pod górę może być za twardo. No ale do wsystkiego trzeba dojrzeć. Do jeżdżenia na holendrze też. Ja sobie chyba sprawię takiego mieszczucha bo czasem szlag mnie trafia, że stoję w autobusie zamiast sobie podjechać rowerkiem gdzieś.
Do pracy jeżdżę często szosówką 16 do 21 km zależnie od wybranej trasy, ale wkurza mnie już przebieranie się. Oczywiście można się nie przebierać, też to praktykowałem kiedy jeździłem w bojówkach i trampach na OK. Raz zgubiłem czapkę z daszkiem na skrzyżowaniu bo mi wiatr zwiał a jakiś tir ją przejechał i nie było co zbierać. W robocie masakra ,po tych kilkunastu km tyłek spocony, koszulka pod plecakiem spocona. No ale jak sie jeździ po Nowym Świecie i Chmielnej to takie przypadłości nie są groźne. Wiadomka, że potem sie wsadza rower do metra i do domu.
Kapsel oglądałem te wszystkie MASHe i wyścigi kurierów etc, etc. W Warszawie to teraz laleczki w balerinkach prowadzą ostre koło bo strach jechać, a chłopcy w tenisówkach po wizycie w klubie wsiadają do metra i jadą do domu. Reguralnie widywałem jednego kuriera dojeżdżającego do pracy z ostrym kołem SKMką bagatela 10 km! Mam nawet kolegę kuriera, który kiedyś się pochwalił, że miał przesyłkę na te moje peryferia 15 km od centrum i poejchał SKMką. Ale on przynajmniej ma hamulce i jeździ w kasku. Ostatnio widziałem typa prowadzącego Ok z przystanku autobusowego do klubu, a innego mijałem dwa razy na jednej marnej warszawskiej górce, raz jak zjeżdżałem, a drugi raz jak podjeżdżałem - w połowie. Nakręcił się bidulek z tej górki, szczególnie, że przełożenie jak w Wigry 3. I wszycy kupują snobistyczne gripy z NY i obręcze Velocity bo są najlepsze i piasty od Macka, a ramy od gromady i chodzą do OSIRA bo to ostrokołowa knajpa. Aha i koniecznie czapeczka kolarska i frajerskie pedały platformowe z paskami, bo od nosków drą się Vansy. Kiedyś wracałem w nocy z knajpy na świeżo wyremontowanej szosówce i spotkałem jakiegoś typa na OK, zaczęliśmy gadać, powiedziałem że jadę z Wawy do Pruszkowa, złapał się za głowę, że tak daaaaaleko (15 km). Typ był nawalony jak szpadel i bez światełek oczywiście jechał. Rower wiadomo, rasowa torówka bez hamulcy. Teraz to już OK musi być w każdym teledysku i reklamówce bo wiadomo, że to dobra grupa docelowa - burżujskie snoby ;-)