Skocz do zawartości


No name culombus cr-mo


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
67 odpowiedzi w tym temacie

#41 Siara_iwj

Siara_iwj

    Zło Konieczne

  • Moderator
  • 2263 postów
  • SkądSheffield

Napisano 15 sierpień 2011 - 22:53

A w sumie, co ja się...



Nie ja będę na tym jeździł ;)

 Lekkie. Tanie. Mocne. Wybierz dwa - C. Boardman


#42 Gosc_bazys_*

Gosc_bazys_*
  • Gość

Napisano 15 sierpień 2011 - 23:02

Dokładnie ;) ale po to jest forum , żeby wyrażać swoje opinie nieprawdaż ...

#43 szpiler

szpiler
  • Użytkownik
  • 229 postów
  • SkądRacibórz

Napisano 16 sierpień 2011 - 12:29

Koniec świata, żeby na zardzewiałym rowerze jeździć... :shock:

#44 outoftimeman

outoftimeman
  • Użytkownik
  • 873 postów
  • SkądPruszków

Napisano 16 sierpień 2011 - 13:14

Stary daj spokój jesteś nie na czasie. Zardzewiałe rowery modne były 3 lata temu i tak naprawdę nie były zardzewiałe tylko się je tak malowało. Jesteś za mało MTV.

Niech mi jeszcze ktoś tu napisze, że nie chodzi o lans, szpan i bycie niewolnikiem mody tylko o to że jeżdżenie na zardzewiałym rowerze/ostrym kole/szosówce po mieście jest praktyczne.

#45 Hrehor

Hrehor
  • Użytkownik
  • 503 postów
  • SkądKraków

Napisano 16 sierpień 2011 - 21:20

outfitmen, a powiedz mi ile ma miasto ludzi i samochodów, w ktorym mieszkasz? Wiesz, nie chcę żeby było że się Ciebie czepiam, ale wierz mi lub nie, w krakowie to jest cholernie praktyczne. Nie chodzi mi tu o lans i pokazywanie siebie jacy to my nie jesteśmy świetni, wiem że jest dużo osób które tak postrzegają, ale naprawdę wierz mi, że jazda po Kraku na SS, albo szosie to nie dość że jest duża frajda, wysiłek, i tutaj jeszcze jak jesteś kulturalnym to nie wjeżdżasz kierowcom pod koła ( a tak jednak większość robi, chodzi o wzajemny szacunek) to jesteś znacznie szybciej. Oczywiście. Jak będę miał 40 lat, i niedaj Boże będę musiał jeździć do pracy w garniaku, wsiądę na jakiś elegancki rower. Ale na codzień jest szybciej na szosie jak lawirujesz między korkami.

A swoją drogą, ja bym nie mial odwagi jeździć na rowerze w takim stanie, i rama karbonowa na pewno niemal w każdym wypadku jednak była by wytrzymalsza. Remont czegoś takiego daje po kiesie konkretnie (min 300-400 zł) i nerwów, a za to mozesz sobie kupić np Peugeota, Herculesa, itp. A rama to baza.

Pozdr!

#46 outoftimeman

outoftimeman
  • Użytkownik
  • 873 postów
  • SkądPruszków

Napisano 16 sierpień 2011 - 21:46

A gdzie ja napisałem, że nie jest szybciej? Jasne, że jest szybciej tylko mało praktycznie.

Mieszkam w Pruszkowie, a dojeżdżam do pracy w Warszawie. Do pracy, do sklepów, na spotkania towarzyskie też jeżdżę do Warszawy. Pruszków to takie podwarszawskie osiedle więc strzeliłeś kulą w płot. Zwykle poruszam się po jednej z największych i najbardziej zatłoczonych polskich aglomeracji.

Nie musisz mi udowadniać, że jest szybciej bo ja to wiem i sam często do pracy dojeżdżam szosówką (16-21 km zależnie od wybranej trasy) i pokonuję ten dystans w 40 parę minut wliczając postoje na światłach, ze średnią prędkością oscylującą wokół 30 km/h. W pracy przebieram się w cywilne ciuchy. Jadąc pociągiem i dwoma autobusami w najlepszym wypadku dojazd zajmuje mi ok godziny. Oszczędność 20 minut. Szału niema bo tyle stracę na przebranie się.

Problem zaczyna się gdy chcę wyskoczyć np do kawiarni. W lajkrze? Trochę głupio, tym bardziej, że nie jestem zadowolony ze swojego w niej wyglądu :-D Wpaść do kawiarni, przywitać się ze znajomymi i iść do kibla się przebrać? Też słabo. Do tego musiałbym zostawić mój drogi rower pod sklepem. Same argumenty na NIE.

Powiesz pewnie po co te kolarskie łachy, przecież najwygodniej jest w obcisłych dżinsach i tenisówkach. Przerabiałem ten okres i również mówię stanowcze nie. Jeśli mam dojechać 20 km do centrum i 20 km wrócić w dżinsach czy bojówkach i w zwykłym t shircie to ja dziękuję. Zapocę się, obetrę sobie jajka. To nie dla mnie. Przyjadę zapocony, śmierdzący z muchami na twarzy, usmolony spalinami. Ciężko się skupić na rozmowie kiedy przepocone od siodełka bokserki zwijają się i przyklejają do tyłka. Wszystko swędzi. Żadna rewelacja. A co dopiero gdy złapie deszcz? Dżinsy nówki sztuki zchlapane błotem, koszulka do prania.

To jest dobre jak ktoś mieszka w centrum, albo dojeżdża z rowerem metrem czy SKMKą. Tylko po co wtedy szosówka? Żeby przejechać 5 km? Przerost formy nad treścią. Na taki dystans to szkoda szosy :-D

Piszesz, że robisz 30-40 km po mieście ze szkicownikiem. W jakim czasie? Masz 20 km do centrum i 20 km z powrotem czy po prostu spędzasz czas ze znajomymi jeżdżąc spacerowym tempem w plenerze ze szkicownikiem i przystając co i raz w jakimś fajnym miejscu? Bardzo fajny sposób spędzania czasu w Krk w lato, zazdroszczę, ale to nie jet to samo co dojechanie 20 km na umówione za pół godziny spotkanie.

#47 Hrehor

Hrehor
  • Użytkownik
  • 503 postów
  • SkądKraków

Napisano 16 sierpień 2011 - 21:53

No przyznam że pomieście jak jeżdżę to się opierniczam. Mało praktycznie jeśli mówisz o ubraniach. Masz rację. Ja nie mam takiej roboty, bo trochę inne mam zainteresowania. Owszem masz rację można sie upocić. Ja się nie pocę. Serio, nigdy nie miałem tego problemu że przyjde spocony itd itp. Problem jest taki że jak mam gdzieś podpisać umowę to ludzie dzwonią tak "bądź za kilka minut, pali mi się sufit, szybciej..." I wtedy wsiadam i jadę. I nigdy nie miałem nic obtartego ( może mam dobre siodło? ). Więc czasem też mam takie deadliny jak Ty piszesz, a dojazd z jednego krańca kraku na drógi to jest kawał drogi, i szosą sie poprostu opłaca.

Pozdr!

P.S.

I ogólnie tak jeśli chodzi o prowadzenie roweru, miejski jest wygodniejszy, można powiedzieć że sam się prowadzi,jedną ręką jedziesz a drugą masz wolną, dzwonisz przez tel, palisz papierosa, co chcesz. Ale mnie plecy bolą od tego, i to mnie wyklucza w tym wypadku. Ścieżki w kraku są w 70% straszne. A ulice to jest dramat dla kręgosłupa wtedy, a na szosie tego nie czuję, miękko mi się prowadzi.

#48 outoftimeman

outoftimeman
  • Użytkownik
  • 873 postów
  • SkądPruszków

Napisano 16 sierpień 2011 - 22:08

Jeśli się nie pocisz w lato w bawełnianych podkoszulkach na rowerze i nic sobie nie obcierasz to albo masz skórę z żelaza i nie wydzielasz potu, albo jeździsz na krótkich dystansach i spokojnym tempem. Innej wytłumaczenia nie ma. Serio.

Dojeżdżałem do pracy przez zimę, wiosnę i lato rowerem w zwykłych ciuchach i wiem o czym mówię. Najgorzej oczywiście było w zimę bo nie dość, że przepocona bawełniana podkoszulka potęgowała uczucie chłodu na rowerze to później wchodziło się do klimatyzowanego pomieszczenia i to już była prawdziwa lodówa.

#49 Hrehor

Hrehor
  • Użytkownik
  • 503 postów
  • SkądKraków

Napisano 16 sierpień 2011 - 22:13

Nie. Musiałem brać prochy bo kiedyś miałem nadpotliwość. Po mieście jeżdżę wybitnie agresywnie. No a w zimie to juz staram sie przesiąść na miejśki ze względu bezpieczeństwa. Teraz mam tak że pocę się tylko w zimie, a latem w ogóle. Im zimniej tym bardziej się pocę.


Edit.

Ale tak swoją drogą to nigdy sobie nic faktycznie nie obtarłem. Może za mało mięska we mnie bo w sumie to jestem szkielet i kości. A do jazdy po szosie w kraku jeszcze dupe ze stali. jedyne kiedy to faktycznie w jeansach jak mnie zlało, no ale tego już sie nie dało ominąć. W lycrze nie pociskam po mieście bo mi się to nie opłaca. A od września znów kurierka...

#50 h/k

h/k
  • Użytkownik
  • 1389 postów
  • SkądRumia

Napisano 16 sierpień 2011 - 23:04

Akurat tak się składa, że ze względu na dobite kolana poruszam się na razie rowerem właściwie tylko w celach komunikacyjnych. Fakt, szosa na miasto to średni pomysł. Tzn. jak ktoś goni asfaltem non toper to czemu nie? Jeszcze jakiś czas temu jak planowałem tylko drogą jeździć to zwykłą szosę brałem na oponkach 23-622 i było dobrze.
Teraz też jeżdżę użytkowo na szosówce, ale już więcej po chodnikach, drogach rowerowych, to Miyata 210 - opony odpowiednio grubsze 37-622, obręcze także nieco szersze. W oryginale jest to turystyczna kolarka - moim zdaniem na miasto ideał. Są zaczepy na błotniki, bagażnik, więc w głowie już mam sakwy.
W sumie to i na 37mki znajdą się pułapki. Niestety, trzeba uważać i tyle. Ja uważam szosówkę na szerszych gumach za dobry sposób do poruszania się po mieście. Acz ostatnio ujeżdżałem nowszego mieszczucha z piastą wielobiegową i powiem, że nie było źle, wręcz bardzo dobrze śmigał. Opony też miał te same co Miyata.

Ja tam nie lubię braku przerzutek. Tak jak outoftimeman, nie widzę żadnego sensu w używaniu takich rowerów w mieście. Naprawdę wolę o wiele bardziej nawet brak indeksu i 10 przełożeń, przynajmniej bez kitrania się wjadę wszędzie. Nie widzę żadnej przyjemności w młynku z górki czy potwornie twardym deptaniu, że aż "trzeszczy". Zaletę niezawodności tej zimy schowałem między bajki - przerzutki nic się nie zacinają, jedynie zlepiający się śnieg w lód pomiędzy tryby trochę denerwuje, bo krótki czas po przerzuceniu biegu potrafi przeskakiwać.

Problem zaczyna się gdy chcę wyskoczyć np do kawiarni. W lajkrze? Trochę głupio, tym bardziej, że nie jestem zadowolony ze swojego w niej wyglądu Wpaść do kawiarni, przywitać się ze znajomymi i iść do kibla się przebrać? Też słabo..

No niestety, to jest straszna lipa. Zwłaszcza, jak się jedzie na podryw, choć może być większe branie na gości odzianych na kolarza. :lol: Dobrze, że ten etap mam za sobą...

Generalnie nawet oddychające ubrania nie są cudowne. Jedyny sposób to ubieranie się zbyt lekko, ale z kolei jak porządnie chłodnym zawieje, to będzie zbyt zimno... W upały też kicha.
Ale przyznam, że zdarzało mi się jeszcze do szkoły jeździć ubranym troszkę za lekko i spoconym wpaść na lekcje. Poza głupimi minami kolegów i 2-godzinnym schnięciem problemów nie zauważyłem. Gdyby tylko jeszcze "lodówkę" w szkole zrobili, to byłoby bardzo słabo już.
Do pracy to zazwyczaj nie ma problemu. Zabieramy ciuchy na przebranie i tyle. Mi to zajmuje parę minut, a kolarskie wdzianka mam gdzie powiesić. Chyba nie ma takiej roboty, gdzie tak nie można poza przypadkiem braku miejsca na przebranie się.
A co do spodni i gaci, to do tej pory jeździłem do roboty własnie w jeansach i rzecz jasna gaciach. Jest kiepsko, obtarcia niezłe mimo że to tylko ok. 28 km dziennie... Dlatego chyba będę w kolarskich tez jeździł.

Rower na miasto to bajecznie tylko brzmi. W istocie to szereg problemów. Dla mnie one nie są takie duże, ale to zależy też w jakich sytuacjach. ;-) Jak pomyślę co zyskuję dzięki temu, to od razu przestawiam się na to pozytywnie.

#51 Hrehor

Hrehor
  • Użytkownik
  • 503 postów
  • SkądKraków

Napisano 16 sierpień 2011 - 23:41

Też wolę z przerzutkami. Dojadę wszędzie. Od jednego forowicza kupilem 105 golden arrow na tył, i po wymianie jest elegancko. Do tego koło tylne wymienilem w tym roku, oponki, przerzutkę przód na sh 6400 (dałem za nią 15 złotych w stanie magazynowym, więc niezła okazja). Jeszcze czeka mnie operacja suportu i będzie. Nie jestem też zwolennikiem ostrego bo jest za mało uniwersalne-tylko na płaski teren. Deptanie po pedałach pod górę nawet małą to dla mnie bezsensowne zyłowanie sprzętu i siebie, bo przecież nawet to zmniejsza żywotność komponentów-łańcuch, korba... Teraz też mam 10 biegów i jest bardzo ok.

Oponki miałem 28, ale zmieniłem na 23-też da tak nic nie odczuwam bo jestem masy ultrapiórkowej.

A starą szose wybrałem z kilku powodów- frajdy z jazdy na tym,finansowych, i to że chciałem mieć starą szose od podstawówki. WF ista w podstawówce miał gazelle z maaaałą rama, bo gość był bardzo niski, i zafascynowało mnie to. A zawsze miałem w łapach górale, jakieś miejskie, kilka razy jeździlem na bmx i na DH, ale to bardzo sporadycznie, a na szosie nigdy. No i nastał czas. I mnie wkręciło do tego stopnia, że jazda na kurierce stała się nałogiem.

I naprawdę nie wiem jak to jest że Was obcierało, a mnie nie...

Pozdr!

#52 outoftimeman

outoftimeman
  • Użytkownik
  • 873 postów
  • SkądPruszków

Napisano 16 sierpień 2011 - 23:53

To wyjedź chłopie z miasta i poznaj smak i urok jazdy w naturalnym środowisku szosówki. Niedaleko masz w góry, pojedź, skurw się solidnie tak, żebyś się ledwie do domu dotoczył i zobaczysz jak jest pięknie.

Ostatnio gadałem z kolegą, który kiedyś codziennie biegał o 5 rano 15 km, codziennie czyli również zimą, w wigilię, na urlopie i przed pracą. Też zaczynał od etapu stare trampki i bawełniane dresy bo przecież nie jest żadnym sportowcem. Z czasem dojrzał do tego, że jednak buty do biegania są fajna i kolana nie skrzypią, że leginsy i windstoper jednak jest bardziej komfortowy niż bawełniany dres itd. Do wszystkiego trzeba dojrzeć do tego, że szosa to rower do nabijania setek km, a do miasta jest rower miejski, turystyczny czy trekingowy, też.

#53 Hrehor

Hrehor
  • Użytkownik
  • 503 postów
  • SkądKraków

Napisano 17 sierpień 2011 - 00:00

Widzisz, każdy z nas ma inne doświadczenia. I każdy woli co innego. Oczywiście że jakbym biegał to w obuwiu do tego przeznaczonym. Jakby rower miejski miał słuzyć do takiej jazdy jaka ja uprawiam, to bym na nim jeździł. Nie wiem czemu kurierzu jeżdżą na tym na czym jeżdżą. Na pewno z tylko i wyłącznie dla lansu.

Otóż nie, nie tylko dlatego. Każdy z tych rowerów ma inne właściwości. Na tych poprostu się dobrze tnie ulice, o czym na rowerze miejskim nie powiem żeby tak było. jakbym miał sportową szose to nawet bym się nie ważył nią jeździć po mieście.

Oczywiście że masz w tym trochę racji, ale nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego to jest dla Ciebie takie nie do pojęcia, że dla mnie stara szosa jest po mieście bardziej komfortowa od roweru miejskiego. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że jeździłem na takim rowerze. Owszem, może po Twoich doświadczeniach jest mniej komfortowa, ale dla mnie nie jest, bo zwyczajnie w świecie inaczej jeżdżę i co innego dla mnie jest wygodniejsze.

Pozdr!

#54 Gosc_cookie_*

Gosc_cookie_*
  • Gość

Napisano 17 sierpień 2011 - 11:02

Wtrącę sie troche bo dojeżdzam do pracy w tej samej aglomeracji co outoftimeman i jakos do głowy mi nie przyszło żeby szose zamieniać na trkinga czy innego holendra. Na zadnym trkingu nie wykręce takich średnich jak na szosie. Na dziury musze uważac i dętki zmieniam często no ale nie na tyle czesto żeby zmieniac rower na turystyka. To co chodzi mi po głowie to jakaś ramka przełajowa z miejscem na opone 28mm i błotniki ale że funduszy brak to pewnie kupie cos retro i ewentualnie dokonam upgrade'u do klamokomanetek. Na razie śmigam na kozie z oponkami 23mm(wieksze sienie zmieszczą) i dokąd nie przyjdzie jesiń czy zima rowerek będzie dawał radę. Jeździłem na ostym kole po torze ale tam nie ma wiatru w czoło ani górek i wiaduktów- do normalnego uzytku to chyba srednio jest wygodne. No ale była moda na górale i wszyscy kupowali górale, potem na holendry, teraz jest moda na OK i SS ciekawe co dalej. Ważne że jest ruch w intersie;-)

#55 outoftimeman

outoftimeman
  • Użytkownik
  • 873 postów
  • SkądPruszków

Napisano 17 sierpień 2011 - 11:37

Zgadzam się, że dojazd z naszych zachodnich rubieży stolicy na szosie jest szybki i może sprawiać frajdę. Chodzi mi jednak o coś innego, o jeżdżenie rowerem po mieście, dojeżdżaniem nim na spotkania towarzyskie, do klubów, do muzeów, restauracji, kina itd.

Do takich celów brakuje mi trochę mieszczucha na którym mógłbym dostojnie toczyć się deptakami w wyprasowanej koszuli i kościołowych spodniach.
Zgodzisz się ze mną, ze używanie do takich celów szosy czy tam ostrego koła jest śmieszne.
A tak się ta moda imo prezentuje na warszawskich deptakach.

#56 Gosc_cookie_*

Gosc_cookie_*
  • Gość

Napisano 17 sierpień 2011 - 11:53

Zgadzam się, że dojazd z naszych zachodnich rubieży stolicy na szosie jest szybki i może sprawiać frajdę. Chodzi mi jednak o coś innego, o jeżdżenie rowerem po mieście, dojeżdżaniem nim na spotkania towarzyskie, do klubów, do muzeów, restauracji, kina itd.

Do takich celów brakuje mi trochę mieszczucha na którym mógłbym dostojnie toczyć się deptakami w wyprasowanej koszuli i kościołowych spodniach.
Zgodzisz się ze mną, ze używanie do takich celów szosy czy tam ostrego koła jest śmieszne.
A tak się ta moda imo prezentuje na warszawskich deptakach.

jasne, ale patrzysz na to z perspektywy gościa, który musi na ten deptak dojechac te 20km, co moze byc dosc upierdliwe na OK jak również holendrze. Dla kogos kto ma do deptaka 3-7km i karte miejską sprawa wyglada zapewne zgoła inaczej.
Inna sprawa że nie mając domu z garażem a zwykłe mieszkanie pewnie dojeżdzałbym tym co mam i co mi się najbardziej podoba/pasuje na codzień, bo na inny bicykl pewnie zabrakło by miejsca. OK ma tą zalete nad holendrem, ze wazy połowe jego wagi wiec jak trzeba go wnieść do tramwaju czy po schodach to jest zdecydowanie łatwiej. Tę sama zaletę ma też wiekszośc szosek choc moja jeszcze nigdy nie podrózowała skm. POza tym na holendrze nie pociśniesz jak cię czas ponagli a na OK i szosce masz taka mozliwość (oczywiście jeśli warunki fizyczne na to pozwalają).

#57 Hrehor

Hrehor
  • Użytkownik
  • 503 postów
  • SkądKraków

Napisano 17 sierpień 2011 - 12:15

Zgadzam się. Do takich rzeczy też wolę mieszczucha. U nas z kolei jest moda na stare mieszczuchy właśnie. Ale stare szosy tez będą pewnie u nas wchodzić. Na spotkania towarzyskie na posiadówę w kawiarni do tego ładnie ubranym itp to oczywista rzecz że miejski, chocby ze względów praktycznych jak buty, a wszosie to sie w garniaku nawet niewygodnie jeździ no i nieelegancko to wygląda. Ale na pałętanie się samemu po mieście gdzie jeżdżę niejednokrotnie szybciej od samochodów obok to już tylko szosa.


Pozdr!

A ładne damki też można wyrwać lekkie np herculesy, peugeoty itp. Tego troche jest. Sam musialem tego szukać, bo moja lepsza połówka jest słabą osóbką i na np gazelli było jej za ciężko. I dla niej też za wysoki, bo ona drobna i mała jest.

#58 Gosc_bazys_*

Gosc_bazys_*
  • Gość

Napisano 17 sierpień 2011 - 12:58

Wszystko fajnie , ale jakie to ma powiązanie z tematem zrobiliście sobie z tutaj jeden wielki OFF TOPIC ! Nie wszystkich interesuje to co was obciera i po jakim dystansie albo jak bardzo się pocicie i w których miejscach , chcecie sobie pogadać to są od tego komunikatory , bo wasze posty nic sensownego nie wnoszą do tego tematu. Ja się pytam gdzie są jacyś moderatorzy którzy trzymają tutaj porządek , bo jak na razie to jeden wielki śmiech na sali :shock:
outoftimeman, jeśli nie podoba Ci się to co robię i jest to dla Ciebie takie zło , nie musisz się tutaj wypowiadać ;-)

pozdro i tyle w sumie ode mnie jak ktoś ma jeszcze jakieś halo to zapraszam na priv. , a moderatorów proszę o ogarnięcie tematu.

#59 Hrehor

Hrehor
  • Użytkownik
  • 503 postów
  • SkądKraków

Napisano 17 sierpień 2011 - 13:24

jak mu się nie podoba to ma prawo to napisać. po to jest forum. ogólnie zrobił się OT, ale nie wiem czemu się bulwersujesz... I chyba nikt nie ma żadnego "halo" tylko jakieś swoje zdanie.

Pozdr!

#60 outoftimeman

outoftimeman
  • Użytkownik
  • 873 postów
  • SkądPruszków

Napisano 17 sierpień 2011 - 15:35

ale używanie ostrego jako najpraktyczniejszego roweru to jest głupie, Ok ma wiele wad ale i potężną zaletę-FRAJDĘ


Jeśli kogoś jarają te triki to z pewnością może to być frajda i cieszę się że piszesz szczerze o frajdzie bo tego jeszcze nikt tu nie zrobił. Większość ostrokołowych neofitów ma ten problem, że powtarza zasłyszane mity i niesamowitej praktyczności, bezawaryjności i prędkości rozwijanej na rowerze z przełożeniem jak w Wigry 3 ;-)

A ja bym chciał, żeby ktoś tak szczerze napisał, frajda, dziewuchy się oglądają i wszyscy się podniecają, że jestem takim chojrakiem bo na tym rowerze sie nie da jeździć.

Najlepszy mit jest z tymi hamulcami bo większość ostrych jakie widziałem bez hampla ma przełożenie jak w składaku, więc zatrzymanie takiej "rozpędzonej" maszyny nogami nie jest problemem ;-)

cookie pisząc mieszczuch nie mam na myśli holendra ;-) Ja bym chciał starą przełajówkę z błotnikami, bagażnikiem i kierownicą jaskółką czy też ściślej typu mustache ;-) A co do dojeżdżania 5 km to pisałem o tym już wyżej.

Według mnie jeżdżenie na torowej kozie z dupą ponad głową na wąskich oponkach, w pedałach z noskami w trampkach po deptaku jest parodią.