Nie ja będę na tym jeździł
No name culombus cr-mo
#41
Napisano 15 sierpień 2011 - 22:53
Nie ja będę na tym jeździł
Lekkie. Tanie. Mocne. Wybierz dwa - C. Boardman
#42
Gosc_bazys_*
Napisano 15 sierpień 2011 - 23:02
#43
Napisano 16 sierpień 2011 - 12:29
#44
Napisano 16 sierpień 2011 - 13:14
Niech mi jeszcze ktoś tu napisze, że nie chodzi o lans, szpan i bycie niewolnikiem mody tylko o to że jeżdżenie na zardzewiałym rowerze/ostrym kole/szosówce po mieście jest praktyczne.
#45
Napisano 16 sierpień 2011 - 21:20
A swoją drogą, ja bym nie mial odwagi jeździć na rowerze w takim stanie, i rama karbonowa na pewno niemal w każdym wypadku jednak była by wytrzymalsza. Remont czegoś takiego daje po kiesie konkretnie (min 300-400 zł) i nerwów, a za to mozesz sobie kupić np Peugeota, Herculesa, itp. A rama to baza.
Pozdr!
#46
Napisano 16 sierpień 2011 - 21:46
Mieszkam w Pruszkowie, a dojeżdżam do pracy w Warszawie. Do pracy, do sklepów, na spotkania towarzyskie też jeżdżę do Warszawy. Pruszków to takie podwarszawskie osiedle więc strzeliłeś kulą w płot. Zwykle poruszam się po jednej z największych i najbardziej zatłoczonych polskich aglomeracji.
Nie musisz mi udowadniać, że jest szybciej bo ja to wiem i sam często do pracy dojeżdżam szosówką (16-21 km zależnie od wybranej trasy) i pokonuję ten dystans w 40 parę minut wliczając postoje na światłach, ze średnią prędkością oscylującą wokół 30 km/h. W pracy przebieram się w cywilne ciuchy. Jadąc pociągiem i dwoma autobusami w najlepszym wypadku dojazd zajmuje mi ok godziny. Oszczędność 20 minut. Szału niema bo tyle stracę na przebranie się.
Problem zaczyna się gdy chcę wyskoczyć np do kawiarni. W lajkrze? Trochę głupio, tym bardziej, że nie jestem zadowolony ze swojego w niej wyglądu :-D Wpaść do kawiarni, przywitać się ze znajomymi i iść do kibla się przebrać? Też słabo. Do tego musiałbym zostawić mój drogi rower pod sklepem. Same argumenty na NIE.
Powiesz pewnie po co te kolarskie łachy, przecież najwygodniej jest w obcisłych dżinsach i tenisówkach. Przerabiałem ten okres i również mówię stanowcze nie. Jeśli mam dojechać 20 km do centrum i 20 km wrócić w dżinsach czy bojówkach i w zwykłym t shircie to ja dziękuję. Zapocę się, obetrę sobie jajka. To nie dla mnie. Przyjadę zapocony, śmierdzący z muchami na twarzy, usmolony spalinami. Ciężko się skupić na rozmowie kiedy przepocone od siodełka bokserki zwijają się i przyklejają do tyłka. Wszystko swędzi. Żadna rewelacja. A co dopiero gdy złapie deszcz? Dżinsy nówki sztuki zchlapane błotem, koszulka do prania.
To jest dobre jak ktoś mieszka w centrum, albo dojeżdża z rowerem metrem czy SKMKą. Tylko po co wtedy szosówka? Żeby przejechać 5 km? Przerost formy nad treścią. Na taki dystans to szkoda szosy :-D
Piszesz, że robisz 30-40 km po mieście ze szkicownikiem. W jakim czasie? Masz 20 km do centrum i 20 km z powrotem czy po prostu spędzasz czas ze znajomymi jeżdżąc spacerowym tempem w plenerze ze szkicownikiem i przystając co i raz w jakimś fajnym miejscu? Bardzo fajny sposób spędzania czasu w Krk w lato, zazdroszczę, ale to nie jet to samo co dojechanie 20 km na umówione za pół godziny spotkanie.
#47
Napisano 16 sierpień 2011 - 21:53
Pozdr!
P.S.
I ogólnie tak jeśli chodzi o prowadzenie roweru, miejski jest wygodniejszy, można powiedzieć że sam się prowadzi,jedną ręką jedziesz a drugą masz wolną, dzwonisz przez tel, palisz papierosa, co chcesz. Ale mnie plecy bolą od tego, i to mnie wyklucza w tym wypadku. Ścieżki w kraku są w 70% straszne. A ulice to jest dramat dla kręgosłupa wtedy, a na szosie tego nie czuję, miękko mi się prowadzi.
#48
Napisano 16 sierpień 2011 - 22:08
Dojeżdżałem do pracy przez zimę, wiosnę i lato rowerem w zwykłych ciuchach i wiem o czym mówię. Najgorzej oczywiście było w zimę bo nie dość, że przepocona bawełniana podkoszulka potęgowała uczucie chłodu na rowerze to później wchodziło się do klimatyzowanego pomieszczenia i to już była prawdziwa lodówa.
#49
Napisano 16 sierpień 2011 - 22:13
Edit.
Ale tak swoją drogą to nigdy sobie nic faktycznie nie obtarłem. Może za mało mięska we mnie bo w sumie to jestem szkielet i kości. A do jazdy po szosie w kraku jeszcze dupe ze stali. jedyne kiedy to faktycznie w jeansach jak mnie zlało, no ale tego już sie nie dało ominąć. W lycrze nie pociskam po mieście bo mi się to nie opłaca. A od września znów kurierka...
#50
Napisano 16 sierpień 2011 - 23:04
Teraz też jeżdżę użytkowo na szosówce, ale już więcej po chodnikach, drogach rowerowych, to Miyata 210 - opony odpowiednio grubsze 37-622, obręcze także nieco szersze. W oryginale jest to turystyczna kolarka - moim zdaniem na miasto ideał. Są zaczepy na błotniki, bagażnik, więc w głowie już mam sakwy.
W sumie to i na 37mki znajdą się pułapki. Niestety, trzeba uważać i tyle. Ja uważam szosówkę na szerszych gumach za dobry sposób do poruszania się po mieście. Acz ostatnio ujeżdżałem nowszego mieszczucha z piastą wielobiegową i powiem, że nie było źle, wręcz bardzo dobrze śmigał. Opony też miał te same co Miyata.
Ja tam nie lubię braku przerzutek. Tak jak outoftimeman, nie widzę żadnego sensu w używaniu takich rowerów w mieście. Naprawdę wolę o wiele bardziej nawet brak indeksu i 10 przełożeń, przynajmniej bez kitrania się wjadę wszędzie. Nie widzę żadnej przyjemności w młynku z górki czy potwornie twardym deptaniu, że aż "trzeszczy". Zaletę niezawodności tej zimy schowałem między bajki - przerzutki nic się nie zacinają, jedynie zlepiający się śnieg w lód pomiędzy tryby trochę denerwuje, bo krótki czas po przerzuceniu biegu potrafi przeskakiwać.
No niestety, to jest straszna lipa. Zwłaszcza, jak się jedzie na podryw, choć może być większe branie na gości odzianych na kolarza.Problem zaczyna się gdy chcę wyskoczyć np do kawiarni. W lajkrze? Trochę głupio, tym bardziej, że nie jestem zadowolony ze swojego w niej wyglądu Wpaść do kawiarni, przywitać się ze znajomymi i iść do kibla się przebrać? Też słabo..
Generalnie nawet oddychające ubrania nie są cudowne. Jedyny sposób to ubieranie się zbyt lekko, ale z kolei jak porządnie chłodnym zawieje, to będzie zbyt zimno... W upały też kicha.
Ale przyznam, że zdarzało mi się jeszcze do szkoły jeździć ubranym troszkę za lekko i spoconym wpaść na lekcje. Poza głupimi minami kolegów i 2-godzinnym schnięciem problemów nie zauważyłem. Gdyby tylko jeszcze "lodówkę" w szkole zrobili, to byłoby bardzo słabo już.
Do pracy to zazwyczaj nie ma problemu. Zabieramy ciuchy na przebranie i tyle. Mi to zajmuje parę minut, a kolarskie wdzianka mam gdzie powiesić. Chyba nie ma takiej roboty, gdzie tak nie można poza przypadkiem braku miejsca na przebranie się.
A co do spodni i gaci, to do tej pory jeździłem do roboty własnie w jeansach i rzecz jasna gaciach. Jest kiepsko, obtarcia niezłe mimo że to tylko ok. 28 km dziennie... Dlatego chyba będę w kolarskich tez jeździł.
Rower na miasto to bajecznie tylko brzmi. W istocie to szereg problemów. Dla mnie one nie są takie duże, ale to zależy też w jakich sytuacjach. ;-) Jak pomyślę co zyskuję dzięki temu, to od razu przestawiam się na to pozytywnie.
#51
Napisano 16 sierpień 2011 - 23:41
Oponki miałem 28, ale zmieniłem na 23-też da tak nic nie odczuwam bo jestem masy ultrapiórkowej.
A starą szose wybrałem z kilku powodów- frajdy z jazdy na tym,finansowych, i to że chciałem mieć starą szose od podstawówki. WF ista w podstawówce miał gazelle z maaaałą rama, bo gość był bardzo niski, i zafascynowało mnie to. A zawsze miałem w łapach górale, jakieś miejskie, kilka razy jeździlem na bmx i na DH, ale to bardzo sporadycznie, a na szosie nigdy. No i nastał czas. I mnie wkręciło do tego stopnia, że jazda na kurierce stała się nałogiem.
I naprawdę nie wiem jak to jest że Was obcierało, a mnie nie...
Pozdr!
#52
Napisano 16 sierpień 2011 - 23:53
Ostatnio gadałem z kolegą, który kiedyś codziennie biegał o 5 rano 15 km, codziennie czyli również zimą, w wigilię, na urlopie i przed pracą. Też zaczynał od etapu stare trampki i bawełniane dresy bo przecież nie jest żadnym sportowcem. Z czasem dojrzał do tego, że jednak buty do biegania są fajna i kolana nie skrzypią, że leginsy i windstoper jednak jest bardziej komfortowy niż bawełniany dres itd. Do wszystkiego trzeba dojrzeć do tego, że szosa to rower do nabijania setek km, a do miasta jest rower miejski, turystyczny czy trekingowy, też.
#53
Napisano 17 sierpień 2011 - 00:00
Otóż nie, nie tylko dlatego. Każdy z tych rowerów ma inne właściwości. Na tych poprostu się dobrze tnie ulice, o czym na rowerze miejskim nie powiem żeby tak było. jakbym miał sportową szose to nawet bym się nie ważył nią jeździć po mieście.
Oczywiście że masz w tym trochę racji, ale nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego to jest dla Ciebie takie nie do pojęcia, że dla mnie stara szosa jest po mieście bardziej komfortowa od roweru miejskiego. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że jeździłem na takim rowerze. Owszem, może po Twoich doświadczeniach jest mniej komfortowa, ale dla mnie nie jest, bo zwyczajnie w świecie inaczej jeżdżę i co innego dla mnie jest wygodniejsze.
Pozdr!
#54
Gosc_cookie_*
Napisano 17 sierpień 2011 - 11:02
#55
Napisano 17 sierpień 2011 - 11:37
Do takich celów brakuje mi trochę mieszczucha na którym mógłbym dostojnie toczyć się deptakami w wyprasowanej koszuli i kościołowych spodniach.
Zgodzisz się ze mną, ze używanie do takich celów szosy czy tam ostrego koła jest śmieszne.
A tak się ta moda imo prezentuje na warszawskich deptakach.
#56
Gosc_cookie_*
Napisano 17 sierpień 2011 - 11:53
jasne, ale patrzysz na to z perspektywy gościa, który musi na ten deptak dojechac te 20km, co moze byc dosc upierdliwe na OK jak również holendrze. Dla kogos kto ma do deptaka 3-7km i karte miejską sprawa wyglada zapewne zgoła inaczej.Zgadzam się, że dojazd z naszych zachodnich rubieży stolicy na szosie jest szybki i może sprawiać frajdę. Chodzi mi jednak o coś innego, o jeżdżenie rowerem po mieście, dojeżdżaniem nim na spotkania towarzyskie, do klubów, do muzeów, restauracji, kina itd.
Do takich celów brakuje mi trochę mieszczucha na którym mógłbym dostojnie toczyć się deptakami w wyprasowanej koszuli i kościołowych spodniach.
Zgodzisz się ze mną, ze używanie do takich celów szosy czy tam ostrego koła jest śmieszne.
A tak się ta moda imo prezentuje na warszawskich deptakach.
Inna sprawa że nie mając domu z garażem a zwykłe mieszkanie pewnie dojeżdzałbym tym co mam i co mi się najbardziej podoba/pasuje na codzień, bo na inny bicykl pewnie zabrakło by miejsca. OK ma tą zalete nad holendrem, ze wazy połowe jego wagi wiec jak trzeba go wnieść do tramwaju czy po schodach to jest zdecydowanie łatwiej. Tę sama zaletę ma też wiekszośc szosek choc moja jeszcze nigdy nie podrózowała skm. POza tym na holendrze nie pociśniesz jak cię czas ponagli a na OK i szosce masz taka mozliwość (oczywiście jeśli warunki fizyczne na to pozwalają).
#57
Napisano 17 sierpień 2011 - 12:15
Pozdr!
A ładne damki też można wyrwać lekkie np herculesy, peugeoty itp. Tego troche jest. Sam musialem tego szukać, bo moja lepsza połówka jest słabą osóbką i na np gazelli było jej za ciężko. I dla niej też za wysoki, bo ona drobna i mała jest.
#58
Gosc_bazys_*
Napisano 17 sierpień 2011 - 12:58
outoftimeman, jeśli nie podoba Ci się to co robię i jest to dla Ciebie takie zło , nie musisz się tutaj wypowiadać ;-)
pozdro i tyle w sumie ode mnie jak ktoś ma jeszcze jakieś halo to zapraszam na priv. , a moderatorów proszę o ogarnięcie tematu.
#59
Napisano 17 sierpień 2011 - 13:24
Pozdr!
#60
Napisano 17 sierpień 2011 - 15:35
ale używanie ostrego jako najpraktyczniejszego roweru to jest głupie, Ok ma wiele wad ale i potężną zaletę-FRAJDĘ
Jeśli kogoś jarają te triki to z pewnością może to być frajda i cieszę się że piszesz szczerze o frajdzie bo tego jeszcze nikt tu nie zrobił. Większość ostrokołowych neofitów ma ten problem, że powtarza zasłyszane mity i niesamowitej praktyczności, bezawaryjności i prędkości rozwijanej na rowerze z przełożeniem jak w Wigry 3 ;-)
A ja bym chciał, żeby ktoś tak szczerze napisał, frajda, dziewuchy się oglądają i wszyscy się podniecają, że jestem takim chojrakiem bo na tym rowerze sie nie da jeździć.
Najlepszy mit jest z tymi hamulcami bo większość ostrych jakie widziałem bez hampla ma przełożenie jak w składaku, więc zatrzymanie takiej "rozpędzonej" maszyny nogami nie jest problemem ;-)
cookie pisząc mieszczuch nie mam na myśli holendra ;-) Ja bym chciał starą przełajówkę z błotnikami, bagażnikiem i kierownicą jaskółką czy też ściślej typu mustache ;-) A co do dojeżdżania 5 km to pisałem o tym już wyżej.
Według mnie jeżdżenie na torowej kozie z dupą ponad głową na wąskich oponkach, w pedałach z noskami w trampkach po deptaku jest parodią.


