po powrocie z Kaszub trasy warszawskie wydają się płaskie jak stół bilardowy :mrgreen:
w zeszłą niedzielę, przed powrotem do domu, udało mi się jeszcze pojechać podwójną 'pętlę podnoszącą adrenalinę'. tym razem było zaskakująco sympatycznie pod względem ruchu na drodze; zapewne dlatego, że była niedziela i wyruszyłam chwilę po 8 rano.
56 km, 26.2 km/h. wybitnie kiepska średnia mi wyszła, między innymi dlatego że parę dni wcześniej urwała mi się sprzączka od Garmina, którego zapinałam sobie na kierownicy. zamknięty w kieszeni pod siodłem GPS nie do końca ogarnia rzeczywistość i nie włącza autopauzy kiedy trzeba.
od poniedziałku do czwartku włącznie Giant - o zgrozo! - stał opuszczony, a ja jeździłam na mtb. niemało, ale bez szału.
w piątek dwie pętle habdzińskie -
54 km, 28 km/h. garmin policzył mi też dwa postoje, pierdoła
w sobotę trzy pętle habdzińskie -
88 km, 29.7 km/h. jak wyżej
dzisiaj dłuższa wycieczka
108 km, 29.6 km/h. wreszcie z drugim szosowcem :mrgreen: SUPER OPCJA! jednak nie ma porównania pomiędzy samotną jazdą (zwłaszcza pod wiatr) a zmienianiem się z kimś na prowadzeniu co kilometr.