Wyposażenie rowerzysty
#21
Napisano 19 lipiec 2010 - 22:49
Ale jeszcze nie zdarzyło mi się wzywać auto do dziurawej dętki. Kumplom także nie. Jeden wracał per pedes kiedyś 3h od 1 do 4 w nocy. Ja raz wracałem pieszo, raz jechałem na obręczy, bo rower i tak szedł na złom.
Niezależnie od bardzo dobrych relacji z rodziną czy znajomymi, zwyczajnie głupio mi by było dzwonić, bo złapałem flaka. Na gwoździu, snakebite-a czy po prostu, z powodu uszkodzenia dętki, czy opony. Szanuję ich czas. Nawet jeżeli nie mają planów, po co mam im psuć czas wolny czy inny odpoczynek. Podobnie, gdyby ktoś po mnie zadzwonił, że ma flaka. Szczerze bym się zdziwił, że rowerzysta, ogarnia temat od lat i takie głupstwo potrafi go rozłożyć. Pewnie bym pomógł, ale byłbym naprawdę skonfundowany.
Podsumowując, dobrze jest móc liczyć na bliskich, ale po co tego zaufania nadużywać? Z jakiego powodu? Z lenistwa? Dla zaoszczędzenia kilkudziesięciu gram? Nie widzę powodu. To jak wyjście w góry w klapkach:
http://demotywatory....99-dzinsy-99.90
Takich rzeczy się po prostu nie robi, nawet jeżeli jest szansa, że się uda. Bo i po co? Z głupoty co najwyżej.
Z resztą, ryzyko każdy podejmuje sam. I to jest ok. Wyjdę na rower, złapię gumę, nie mam łatek? Trudno, będę wracał kilka godzin piechotą, moja wina i moje konsekwencje. Ale co mają do tego inni ludzie, czemu mają ponosić konsekwencje mojej nieodpowiedzialności? Nawet gdyby to miało być tylko wstanie sprzed TV, to niby czemu, z jakiej racji?
Poza tym, nie ma reguły, miałem kilka lat bez ani jednej gumy, potem miałem okres, że gumę łapałem częściej niż raz w tygodniu i znowu parę lat przerwy. Można przez kilkanaście lat nie złapać gumy, żeby potem złapać kilka w ciągu kilku dni. Doświadczenie z lat ubiegłych nie ma tu nic do rzeczy. Czysta statystyka, która mówi, że dowolne ciągi zdarzeń mogą mieć miejsce. Rzucając odpowiednią ilość razy monetą, można i 100 razy wyrzucić pod rząd orła, to tylko kwestia cierpliwości i ilości rzutów.
#24
Napisano 20 lipiec 2010 - 12:27
#25
Napisano 20 lipiec 2010 - 13:25
#26
Napisano 21 lipiec 2010 - 17:33
Zupełnie inaczej wygląda ktoś, kto uważa, że nie musi nic wozić ze sobą, ale w razie przykrej niespodzianki jest gotów ponieść tego konsekwencje, a zupełnie inaczej ten, kto z góry zakłada, że jak będzie czegoś potrzebował, to uda mu się wyżebrać pomoc, część czy narzędzia od innych. Po pierwsze, gdyby wszyscy tak myśleli, to nigdy nie udałoby się uzyskać pomocy, bo nikt nie posiadałby ze sobą niezbędnika. Po drugie, to po prostu nieprzyzwoite, tak jak nie wzięcie własnego picia i ciągłe podbieranie innym, czy to w górach czy na rowerze.
Poza tym, osoba, która jest świadoma ewentualnych konsekwencji jest raczej chętna do wożenia niezbędnika, bo to kilkaset gramów więcej w czasie treningu nie robi prawie żadnej różnicy, a diametralnie może odmienić sytuację, kiedy dojdzie do awarii. Zaoszczędzi wielu godzin pieszej wędrówki. Pozbawianie się tego się ZUPEŁNIE nie kalkuluje.
Raczej osoby albo nie zdające sobie sprawy z konsekwencji, albo przerzucające odpowiedzialność na innych będą tak postępować, bo to w końcu nie oni będą musieli wsiąść w samochód i pojechać odebrać kogoś kto miał awarię i to nie będzie ich dętka czy łatki, które wykorzystają na trasie.
Ile kosztuje kolarza wożenie dętki ważącej 60 gramów przyklejonej do ramy? Czy to będzie 0,1 mniej w średniej prędkości? Wątpliwe, czy ten wpływ jest w ogóle mierzalny w jakikolwiek sposób, w prędkości, tętnie czy zużytych kaloriach. Dodatkowo, nie mówimy o wyścigu, tylko o treningu, codziennej jeździe.
Interwencja osoby trzeciej, będzie kosztowała zdecydowanie więcej czasu i energii, po co więc tego nadużywać? Szczególnie wtedy kiedy ta osoba jest nam bliska.
Trzeba sobie nawzajem pomagać, to jasne. Życzliwość na trasie jest potrzebna, nawet dla osoby, która wyjechała z domu bez dętki czy łatek. Różne przypadki chodzą po ludziach. Jestem natomiast mówić zdecydowane NIE cwaniakom, którzy żerują na innych, a samemu nie stać ich nawet na to, żeby zabrać dętkę która waży 60 gram! To zwyczajne lenistwo i cwaniactwo, ewentualnie brak wyobraźni i nie da się tego w żaden sposób sensownie uargumentować.
#28
Napisano 23 lipiec 2010 - 11:30
Teraz zastanawiam się czy w takie dłuższe trasy nie wozić ze sobą jeszcze zapasowej opony zwijanej, gdyby ta uległa rozcięciu.
#29
Napisano 23 lipiec 2010 - 11:42
Opona to już lekka przesada, bo zaraz dojdziemy do tego, że wypadałoby na trasy ponad 100km w linii prostej od domu, wozić ze sobą przyczepkę z częściami zapasowymi i ramą, jakby obecna nagle nam pękła ;]Teraz zastanawiam się czy w takie dłuższe trasy nie wozić ze sobą jeszcze zapasowej opony zwijanej, gdyby ta uległa rozcięciu.
Ale na rozciętą dętkę dobry jest patent z kawałkiem starej opony - kilka cm takiej oponki wejdzie spokojnie do torebki podsiodłowej, a mamy wtedy większa gwarancję, że podkłądając taki kawałek między dętkę a rozciętą oponę, dojedziemy do domu/sklepu rowerowego/serwisu ...
#30
Napisano 23 lipiec 2010 - 18:46
#31
Napisano 23 lipiec 2010 - 21:56
Opona wcale nie wydaje mi się przesadą, by uratować siebie od nocy spędzonej na poboczu. Zaznaczam, że miałem kilkadziesiąt km do jakiegokolwiek miasta, nie mówiąc o tym, że w nocy niewiele bym tam załatwił.
#33
Gosc_cookie_*
Napisano 06 maj 2011 - 12:54
Miałem ta nieprzyjemność w zeszłym roku miec wypadek rowerem i pierwsze co smutni panowie sprawdzali w rowerze zaraz po hamulcach to obecność dzwonka i oświetlenia. Nie chciałbym tutaj demonizować natomiast wyobrazam sobie w polskim sądzie wyrok uznający poszkodowanego rowerzysty współwinnym spowodowania wypadku tylko i wyłącznie z powodu braku oświetlenia roweru wymaganego w przypadku rowerów poruszająch się po drogach publicznych.Fajny zestawik tylko dedi ta owijka troche sie teraz , gryzie z kolorem siodla zdecydowanie usunac lampki przy rowerze szosowym .
#34
Napisano 06 maj 2011 - 13:58
1. lampka rowerowa urwała się podczas wypadku i zaginęła
2. nie miał odblasków na pedałach
lampki, które polecam - małe, lekkie, estetyczne, wydajne i zaskakująco dobrze widoczne.
#35
Napisano 06 maj 2011 - 14:15
sory za OT Dedi może przenieśmy ten temat do innego działu bo sie bajzer robi.
#36
Napisano 06 maj 2011 - 14:53
Ja lampki wożę cały rok, bo często i gęsto siadam na rower po 17, więc do zmierzchu niedaleko, a dodatkowe gramy z tytułu lampek stanowią nicość. Ostatnio tylko na maraton zdjąłem by 1. rower wyglądał jak przystało, 2. no był lżejszy o pare gram plastiku i 6 paluszków. ;-)
Jeśli paragraf X kodeksu drogowego mówi, że rower MUSI być wyposażony w oświetlenie to nie oznacza, że może go nie być w czasie jazdy za dnia, tak samo jak pojazd - samochód musi mieć wszystko sprawne mimo braku konieczności używania konkretnej rzeczy. Czyli np. jeszcze niedawnio kiedy nie było obowiązku całodobowego jeżdżenia na światłach mijania to mimo wszystko reflektory musiały być prawidłowo ustawione i w ogóle działać, bo inaczej nie przeszłyby przeglądu technicznego. Jak się traktuje rowery? myślę, że tak samo dokładnie jak samochody.
Jeśli w czasie wypadku lampka by odpadła, a szanowna policja jej nie znalazła to winiłbym za to policję, bo to ona powinna odpowiednio zabezpieczyć miejsce wypadku i zebrać wszystkie istotne dowody.
Dyskusja zostanie przeniesiona w odpowiednie gniazdo jak tylko będę w domu
#38
Napisano 07 maj 2011 - 19:37
Naklejki odblaskowe pewnie na nic się zdadzą, bo skoro mają być odblaski na pedałach (gdzie k-wa w Look'ach odblaski mam przyczepić?!) to mają i koniec. To, że moje buty z tyłu mają wielki odblaskowy pas pewnie też na nic się nie zda, bo gówno by to pewnie obchodziło panów niebieskich, że świeci on mocniej niż typowy odblask.
Znając nasze realia mogę się domyślać, że nawet jakby potencjalny poszkodowany miał wszystkie ścierwo-dzwonki i inne lampki to i tak by był winny bo nie miałby wirująco-śmieciowatej pary odblasków na każdym kole. :evil:
Albo lampkę pod złym kątem bo przy wypadku się skrzywiła.. :evil:





