Napisano 26 marzec 2012 - 23:31
Witam, jestem nowy, ale czy nikt nie zauważył, że podróbki wcale nie są idealnie takie same jak oryginały? Jeśli przyjrzeć się oryginałowi i podróbce, to widać, że różnią się kształtem w detalach. Nie mówiąc o wadze, której różnica dochodzi do 25-30%! No i inny jest rodzaj włókna. W podróbach taki, który firmy stosowały kilka dobrych lat temu. Wnioski? Na przykładzie Dogma2 dla 54cm:
1. Oryginał 920g - podróba 1180g - różnica ponad ćwierć kilo +70g na widelcu, razem: 340g.
Już pomijam, że kto widział oryginał, na pierwszy rzut oka rozpozna podróbę i jest obciach;) Chyba, że odpuścimy sobie malowanie Piny i mamy inną ale podobną ramę.
2. Inny skład i układ włókien. Przypuszczam, iż w podróbie waga dlatego jest większa o 35%, że stary typ włókiem nie dałby rady przy tak małej jego ilości jak tego nowego. I załóżmy że większa waga jest "kosztem" niższej ceny. Ale co z asymetrycznym kształtem, co z mającymi niwelować wibracje zakrzywieniami - zaprojektowanymi przecież dla innego rodzaju włókna??? To tak, jak by kupić w perfekcyjnie podrobionej obudowie Iphona zwykły telefon (są takie wynalazki za 100$ w Chinach wciskane pazernym turystom i zadowolonym zanim go nie włączą); po prostu wygląda super, można dzwonić, ale nie spełnia funkcji smartfona.
3. Tajemnicą poliszynela jest, że często takie ramy robione są z odpadów włókna, czyli wręcz śmieci, da się więcej żywicy, pomaluje i nie widać.
A to, że podróby robione są w tych samych fabrykach co oryginały to mega szczyt naiwności!! Firmy są tak pazerne i to są tacy "złodzieje", że nie odpuszczą żadnej sztuki, żeby nie skroić klienta!
Dla sprawiedliwości można dodać, że mają koszty w postaci projektow komputerowych, symulacji, budowy ich modeli, testowania w tunelach i na stanowiskach wytrzymałościowych, a te wiadomo, że do momentu zniszczenia.
Pytanie, po co kupować podróbki?
Coż, jeśli ktoś myśli, że przyszpanuje, jego sprawa. Jesli będzie miał szczęście i sie nie zabije, fajnie. Ale na korzystanie ze sztywności, absorbcji drgań, niższej wagi czy innych właściwości prawie firmowej ramy bym nie liczył. Słowem, do rekreacji ok, do ostrej jazdy bez sensu.
Ale czy nie lepiej wtedy wydać kilkaset zł na firmową ramę Alu, zamiast blisko 2 tysięcy za nieznanej jakości karbon lżejszy od tej Alu o 200g?
Może się nie znam, ale zastanawia mnie to:)
Co o tym myślicie?