Myślałem, że mnie ten temat dotyczył nigdy nie będzie 8-) aż do dziś ...
Jechałem sobie z grupą kilku amatorów - totalnych, na różnych rowerach - był to wyjazd zorganizowany przez uczelnie w ramach godzin WF, który trzeba zaliczyć. Tempo tragiczne, połowa ludzi bez jakichkolwiek oznak kondycji i w ogóle jakby pierwszy raz rower zobaczyli :-/ Więc zawsze jechałem z przodu- razem z 2 kolegami, którzy dają radę jechać ze średnią większą niż 25km/h mimo że jadą na MTB trzymają koło równo. Co jakiś czas pojawiają się natomiast skrzyżowania, a że dokładnie nie znaliśmy trasy przejazdu zatrzymaliśmy sie na wzniesieniu i czekaliśmy na pana prowadządzego peleton :-P
Przejechali, dowiedzieliśmy się, że prosto

i zaczęliśmy zjeżdżać z mini wzniesienia, rozpędzanie szło nam dobrze, jechałem pierwszy i wyprzedzałem w dużej odległości grupę 20km/h... 30... nie przyspieszałem gwałtownie 40km/h i 5-10 metrów przedemną dwóch jadących obok siebie gości zczepiła się z sobą na tyle skutecznie, że obaj upadli na lewą stronę tarasując kompletnie drogę... :roll: Zdążyłem tylko chwycić za hamulec i go nacisnąć i już byłem w pięknym akrobatycznym locie nad jednym z kolesi... Prędkość uderzenia w leżącego gościa - około 45km/h... potem lot, uderzenie prawym łokciem w asfalt, prawym biodrem i szlif 4-5metrów...
Co najdziwniejsze - spodenki, ani koszulka (Nakamura) nawet się nie przetarły a szlif był porządny bo stanąć na nogę nie mogę tak mocno jest stłuczone udo.
Moje pierwsze słowa? "Co się stało z rowerem?" kiedy usłyszałem, że nic ucieszyłem się :-D Ale z tego co widzę koło jest scentrowane i trzeba będzie je jakoś spróbować naprawić są to pancerne DA22 z Meridy 880 i mają lekką centrę. Bardziej boję się o widelec, który może być skrzywiony bo dostał porządne uderzenie. Leciutko przetarta owijka i kapa manetki.
Przerwa minimum tydzień :-( co jest chyba najgorsze, no i trzeba przygotować się na wydatek XXX złotych, jeżeli widelec okaże się do wyrzucenia i Bóg wie co jeszcze. :roll: