Dojeżdzanie rowerem do pracy
#21
Napisano 11 listopad 2009 - 19:46
#22
Napisano 11 listopad 2009 - 23:06
A tak naprawdę to jeżdżenie po Wawie było tylko namiastką sportowych chęci, jedyną szansą na odrobinę roweru w czasie roboczotygodnia. Nawyk wysiłku można zrealizować wskakując na 30 min na trenażer, ale to nie jest to samo. Dłużej na rowerze byłem tylko w weekendy
Poza tym taka jazda nie jest bezpieczna, więcej w siodle na mieście - to większe ryzyko wypadku. Adrenalina wymusza też momentami bardziej agresywny styl jazdy. Człowiek wtapia się w ruch zapominając o podstawowej przewadze aut, i niepotrzebnie ufa radarowi swoich oczu. Jazda w spalinach, normalnym miejskim smogu... pyle, gumie, ropie itp teoretycznie szkodzi. Bardziej niż brak jazdy.
Po latach na rowerze lub aucie mam uraz do komunikacji miejskiej, tłumu ludzi, przeciskania się, trzymania za poręcze. Śmieszne.
Wiele osób znając mój styl transportu wyrabiała sobie o mnie pogląd. Stereotyp działa.
Regularnie wracałem z pracy o 22, 23. Jeżeli wracałbym z pracy - o 16 czy 18 to wolałbym wyskoczyć na rower oddzielnie. Przy 12- 14 godzinach poza domem dojazdy rowerem były jedynym sposobem na pedałowanie, teraz zmieniły się moje priorytety i rower zszedł na dalszy plan.
M
#23
Napisano 11 listopad 2009 - 23:52
#24
Gosc_Vader_*
Napisano 12 listopad 2009 - 00:40
Niestety prace mam krawatowa i najbardziej w tym wszystkim dokuczliwe bylo przebieranie sie i toaleta w umywalce.
Poza tym same plusy... Panie w windzie i na korytatrzach zaczely sie za mna ostentacyjnie ogladac ;-).
#25
Napisano 12 listopad 2009 - 08:29
#26
Gosc_Anonymous_*
Napisano 12 listopad 2009 - 09:25
Wolę poprostu chodzić do pracy na pieszo a zaiteresowanym odpowiadam, że na dojeżdzanie rowerem mam za blisko. ;-)
#27
Napisano 12 listopad 2009 - 10:23
Ponad rok temu kupiłem auto. Zacząłem się nim wszędzie wozić. Wstyd przyznać, ale w zeszłym roku ani razu nie wyjąłem mojego zabytkowego roweru z piwnicy! Poszło w kilogramy, nie pomogło nawet intensywnie uprawiane aikido. Na szczęście w styczniu przyszło opamiętanie i wziąłem się za siebie: wróciłem do biegania, rower (niestety jeszcze nie szosówka) czasem basen, zmiana diety. Samochodu używam tylko kiedy muszę. Jak tylko się da, to rower, albo chodzę na piechotę.
Do pracy oczywiście też rower. Mam nieco po 3km, więc autem tylko przy fatalnej pogodzie. Kiedyś było dla mnie nie do pomyślenia używać roweru w listopadzie. Teraz gdy muszę z uwagi na warunki jechać autem czuję się jak ciężko ukarany.
"Służbową" marynarkę trzymam w pracy. Koszule, koszulki,spodnie pakuję w sakwy i w drogę. Staram się moim leciwym Wagantem jechać powoli, by się za bardzo nie spocić, ale jakoś wolna jazda mi nie idzie 8-)
#29
Napisano 21 listopad 2009 - 12:21
Śmigałem nawet w śniegu i czasem dojeżdżałem cały oblepiony na biało, bo akurat zaczęło po drodze padać.
Najfajniejsze było to, ze sezon następny był pod katem formy moim najlepszym jaki odnotowałem. Pierwsza kontrolna czasówka na 30km (mam taką swoją trasę testową którą przejeżdżam z nawrotem) w kwietniu dała średnią 36 km/h, podczas gdy zwykle na wiosnę ciężko mi pojechać szybciej jak 34.
Nawet ta godzinka dziennie na rowerku przyczynia się do utrzymania jako takiej formy.
Problemem faktycznie jest higiena i ciuchy. Trzeba jakoś się z tym wozić albo gdzieś zostawiać.
Teraz nie dojeżdżam rowerem, bo pracuję w terenie, zwykle kilkaset km od Krakowa. Takie wyjazdy delegacyjne po parę dni z dużą ilością łażenia po lesie.
Chciałem jeszcze wyrazić moje niezrozumienie dla naszego Narodu. Rozumiem, że w takim mieście jak Kraków, Warszawa etc dojazd rowerem może być dla niktórych uciążliwy, bo daleko, ruch etc. Jednak w takim Chełmie (niespełna 70 000 ludzi, 6km z jednego końca na drugi) liczba osób dojeżdżających rowerami jest równie mała. Ludziom aż tak się nie chce? Wyszykowałem ostatnio rower ojcu. Pracuje w muzeum, ale nie w garniturze. Ma 3 km. Dojeżdża codziennie samochodem! Spróbował parę razy na dwóch kółkach, zwłaszcza gdy mu się coś zepsuło w aucie. Powiedział że nawet mu się to podoba. Nie wynikło z tego jednak nic. Schował rower do piwnicy i dalej nawet przy pięknym słońcu, w ładne dni jeździ fiatem.
Kiedyś zapakowałem matkę na rower. Przejechała ze mną 2,5km bardzo rekreacyjnym tempem (dostosowałem się do niej). Zasapała się podjeżdżając pod górkę 200m z nachyleniem minimalnym, może 3%. Nie mogła uwierzyć, że podjeżdżam pod zmarszczki jakie pokonuję na trasie jaką przejeżdżała dzień wcześniej autem. (podjazdy do 1,5 kilometra, max 60m różnicy wysokości... całe nic) cyt "to ty pod te wszystkie góry podjeżdżasz i nie prowadzisz?"
Załamka...
Polacy wolą gnić przed piwem, tv i kompami. Potem nie ma się co dziwić ze jest prawie 40 milionów ludzi a nie da się znaleźć 11 co piłkę umieją kopać,
#30
Napisano 21 listopad 2009 - 13:50
#31
Napisano 23 listopad 2009 - 13:03
że należę do osób które się mało pocą, wiec mała umywalka mi wystarcza ;-)
W firmie (praca w biurze) udało się nam z kolegą znaleźć kawałek miejsca w kotłowni
(ale bardzo czysto) gdzie możemy się przebrać, jest sucho, ciepło - w końcu jesienią
i zima pracuje w niej kocioł :-).
Również wożę ze sobą tylko dodatkową bieliznę i skarpety, a pozostała odzież zostaje
w firmie i wymieniam co jakiś czas :-)
Żeby tego było mało, prezes naszej firmy wygospodarował nam dodatkowe pomieszczenie
obok biura, w takim magazynku gdzie możemy trzymać rowery pod kluczem
a jest nas już trójka i wszyscy w firmie się już przyzwyczaili, i zawsze miło skomentują :mrgreen:
Teraz jesienią gdy dzień krótki aż żal nie korzystać z takich możliwości, żeby pomykać
sobie na rowerku, owszem nie jeżdżę codziennie ale staram się minimum 3-4 razy w tygodniu
wyskoczyć - daje to dobra bazę do tego, żeby potem w weekend gdzieś dalej śmignąć
#32
Napisano 24 listopad 2009 - 00:06
Jeżdżę codziennie do pracy rowerem, mam ok 12 km, więc taki lekki trening zaliczam 5-7 dni w tygodniu. Fenomenalna sprawa, tak jak napisał Szuwar: miłe komentarze współpracowników, ale i pukanie się w czoło gdy sypnie śnieg. Za to jaka satysfakcja z pokonanej trasy
#34
Napisano 24 listopad 2009 - 12:03
#35
Napisano 25 listopad 2009 - 22:46
#36
Napisano 01 grudzień 2009 - 23:36
Potem wyjechałem z Polski i przestój rowerowy aż do końca zeszłego roku. Popatrzyłem kiedyś na swoje foty :shock: , co za wieprz na nich, masakra. To był koniec lenistwa.
Najpierw dieta a potem rozglądanie się za rowerem.
Mam taką pracę że mogę robić tak jak stoję, tzn. nie wymaga żadnego przebierania się.
Mamy wprawdzie malutką szatnię koło kibla ale stała odłogiem, no to ją sobie przywłaszczyłem. Pewnego dnia przywiozłem do roboty drugie ciuchy, nazajutrz przyjechałem na rowerze. Troszkę dziwnie na mnie popatrzyli
Ale przywykli szybko.
A ja znowu ważę 63-64 kilo. Tyle że musiałem zjechać najpierw 22 kilo. Zaraziłem też roweromanią koleżankę z pracy.
Nie zawsze jadę rowerem, czasami u mnie leje okropnie i to nie byłoby jakoś przyjemne :-/
No i raczej nie jest to oszczędniejsze. Na rower i ciuchy rowerowe wydaję zdecydowanie więcej niż na paliwo do blaszaka. Takie życie.
Czasowo wychodzi podobnie. Licząc czas od wyjścia z domu do osiągnięcia parkingu w robocie mija 15 minut w obu przypadkach.
:-)
#37
Napisano 02 grudzień 2009 - 09:00
Jak była lepsza pogoda to jeździłem często rowerem do pracy..potem często jeszcze miałem coś do załatwienia w mieście to rower jak znalazł. Tamten rok pół zimy też przejeździłem do pracy chociaż jak bardzo padało to bez roweru..w sumie nie mam się jak przebrać w pracy a w urzędzie mokry i pochlapany siedzieć to lipa. Teraz na pieszo częściej chodzę tak 25-30 min także człowiek się zdąży obudzić przynajmniej;)
#38
Napisano 02 grudzień 2009 - 21:41
kupię. Poza tym do pracy nie mam tak daleko i do samochodu wystarczy mi paliwa za 10 funtów na tydzień (do samej pracy i jeszcze zostanie pewnie) A jak w rowerowym jestem to zaraz pęka 50. A jestem częściej niż raz na miesiąc. No to wychodzi że więcej niż na paliwo. No nie?
Ostatnio za same buty dałem 70 np. I to w promocji niby były




