radomir82, dnia 10 Sty 2016 - 22:52, napisał: 
Dla Ciebie jest śmieszne dla mnie nic śmiesznego w tym nie ma, jeżeli przychodzi do mnie kolarz i zamawia koła o takich czy takich parametrach, to moja w tym głowa żeby dobrać odpowiednie komponenty i sposób zaplotu. Nie muszę później testować tych kół bo nie mam na to czasu, ważny jest "banan" na twarzy klienta po "oblataniu" sprzętu. Myślisz że można stworzyć dobre koła nie znając podstawowych zasad budowy tychże? Używając tej samej wiedzy, można z grubsza określić z czym ma się do czynienia w przypadku fabrycznych "gotowców". W tej dziedzinie liczy się doświadczenie i wiedza zdobyta przez lata pracy ze sprzętem, a nie marketingowy bełkot popierany "niezależnymi" testami.
Ja też nie piszę o wiedzy z "testów" pisanych tylko pochodzącej z doświadczeń użytkowników. Nie wiem czemu za każdym razem stawiasz tezę, że każdy kto nie jest serwisantem ma wiedzę z "testów". To kto w końcu jeździ na tych wszystkich kołach ? Serwisanci nie, bo nie mają czasu, kolarze też nie bo tylko czytają testy w niemieckich gazetach, a jeśli nawet to są idiotami nie odróżniającymi czy sprzęt działa czy nie, więc się nie liczą … ach no tak, kolega Zawisza bodajże pisał, że miał LW i powiesił je zamiast obrazów na ścianie, to już wiem co się dzieje z tymi wszystkimi kołami
Kolarzu, jeśli chcesz wiedzieć jak sprawują się LW, najlepiej zapytaj się ściany.
Tak na marginesie. Nikt nie mówi, że doświadczeni serwisanci nie mają wiedzy na temat sprzętu, bo mają, ale to doświadczenie i wiedza jak słusznie piszesz zdobywane latami, w kontekście zachowywania się sprzętu np. koła podczas jazdy …. pochodzi przecież z tych lat doświadczeń polegających na zbieraniu spostrzeżeń i wiedzy od …. użytkownikami tych sprzętów i kół. Przez lata serwisujesz, składasz, dostajesz informację zwrotną od użytkowników i to jest Twoja (nie piszę personalnie tylko o hipotetycznym doświadczonym serwisancie) wiedza i doświadczenie. No chyba, że cała wiedza nie jest pochodną opinii i spostrzeżeń durnych (przecież) użytkowników, a pochodzi wyłącznie z magicznego dotyku jedynie mądrego serwisanta, jeśli tak to już zahacza o jakąś nową religię 
Podsumowując finalnie (przynajmniej z mojej strony) tą dyskusję:
Jest zacny serwis, w którym pracuje bardzo doświadczony serwisant, obsługujący od lat sprzęt kolarzy, również ten zawodniczy, który dodatkowo zaplótł w życiu mnóstwo kół, co prawda głównie chińczyki, ale nie ważne, koła to koła.
W serwisie jest akurat kilku kolarzy, zawodników, mocnych koni, którzy akurat odbierają swój sprzęt z serwisu.
Do serwisu przychodzi nowy klient, amator, nie zna się za bardzo na sprzęcie, ale kasę ma, no w końcu to nie grzech (choć nie znam dekalogu religii, o której mowa powyżej) , no i chciałby zamówić nowe koła do swojej wypasionej bryki na DA Di2. Przeczytał chyba jakiś niemiecki test w gazecie, bo pyta od razu o LW (normalnie debil, na pewno lanser, a przynajmniej frajer, że nie chce chińczyków). Klient mówi, że nie ważne dla niego cena, ewentualne koszty serwisu, ani inne takie, chciałby mieć po prostu możliwie najlepsze koła, jak najlżejsze, jak najsztywniejsze, na ok 50mm stożku, na szytki. Mówi , że jest co prawda amatorem, ale jeździ dużo po górach, te koła bardzo mu się po prostu podobają i jeśli rzeczywiście są tak lekkie i sztywne jak o nich mówią, to chętnie by takie zamówił, ale też chętnie pozna bezpośrednie opinie osób z większym doświadczeniem w temacie niż on.
Jeden z kolarzy będących w serwisie mówi, że przejeździł na nich prawie cały poprzedni sezon i mówi amatorowi, że są zaje …e, super lekkie i tak ku…sko sztywne, że wow.
Drugi kolarz mówi, że miał takie tylko przez dwa miesiące bo roz…..ał je w kraksie, ale jak był na wyścigu Volta Catalunya w górach, to k…a robiły różnicę, sztywne jak ch….. no i lekkie jak piórko. Kupiłby takie kolejne, ale sponsor im zabronił jeździć na innych niż od niego i już drugi raz nie da się nabrać na zmienione naklejki naklejone na LW i posypią się kary. Szkoda mówi.
Trzeci kolarz mówi, że nigdy ich nie miał bo go nie stać, ale zna kilku innych kolarzy co ujeżdżali i wszyscy mówią że są super.
No ale co oni tam gamonie wiedzą, nawet sami nie potrafią sobie napędów porządnie wyregulować.
W końcu przemówił ON, serwisant i jednocześnie sprzedawca w zacnym serwisie. Klient słucha uważnie, bo to w końcu u niego będzie zamawiał sprzęt, a słyszał od innych, że gościu naprawdę nieźle dłubie w sprzętach i koła zaplata zajebiście. Ale serwisant mówi, że to nie prawda co te chudzielce w lycrach gadają, bo to nie prawda i że to szmelc. Dzieci w Chinach lepiej lepią takie obręcze z karbonu. Mówi, że co prawda nie jeździł na tym, ale kilka razy jakiś uparty klient zamówił, więc je sprowadził i jak przyszły to je sobie obejrzał i dokładnie wymacał. Skandal, mówi, wie pan (mówi do klienta), że one są tak mało sztywne, że obręcz ugina się pod palcami, przecież to plastelina, nie wierz pan w te bzdurne testy sponsorowane. A już najmniej słuchaj tych chudzielców, żebyś ty widział w jakim stanie oni do mnie rowery przyprowadzają, co oni tam wiedzą o sprzęcie. Dzięki mnie, zaoszczędzi pan mnóstwo pieniędzy (to na pewno) i będzie miał pan o wiele lepsze kołach na obręczach z Tajwanu i novatecach (?).
No i klient wyszedł z serwisu "głupszy" niż przyszedł, bo już nie wie kogo słuchać.
Poszedł do innego sklepu, same wypasione sprzęty w środku. Zapytał czy te LW to dobre koła, bo słyszał różne opinie - powiedzieli od razu - Panie, najlepsze będzie Pan zadowolony. Uspokojony kupił
epilog:
Koła dotarły, to amator, więc na sprzęcie się nie zna za bardzo, ale kilka naprawdę drogich kół już ujeżdżał pod sobą. Wyjął LW z kartonu, pomacał, wciska palucha w bok obręczy … a ona się nieco ugina, naciska na karbonowe szprychy, a one się uginają jakby bardziej niż zwykłe szprychy jakie miał w swoich starych wypasionych kołach. Wykończenie od wewnętrznej strony wysokich kołnierzy piast (żeby nie było że off topic
) jakby jakieś takie niechlujne ?Jest przerażony, k….a tyle pieniędzy w błoto. Te znany serwisant miał rację. Nie spał z nerwów całą noc.
No trudno, za kilka dni wyjeżdża w góry z rowerem, pojeździ, zobaczy sam jak to jest, może nie będzie tak źle, próbuje się pocieszać na siłę.
Jest już w górach, wyciąga rower z bagażnika, zakłada po raz pierwszy swoje LW do wypasionej bryki i jedzie. Już od pierwszych metrów, jest lekko zdziwiony, że jakoś tak lekko się rozpędzają, ale studzi swój optymizm jeszcze, mówi sobie, że albo ma z wiatrem, albo po prostu noga mu podaje na świeżości. Ale mijają km, odczucia coraz lepsze. Zaczyna się stroma ścianka, amator staje w korby (jest amatorem, ale nie takim znowu turystą ostatnim) i już nie potrafi opanować banana na gębie, koła się odpychają jak szalone, miał już kilka par wypasionych karbonowych kół, ale mówi sam do siebie - k…. ci kolarze mieli rację, nie mam "chińczyków" ale też jest zajebiście
W mig zapomniał o swoich wszystkich rozterkach.
Wrócił do domu, pomyślał, że podzieli się wrażeniami z tym znanym serwisantem, może nie wiedział wszystkiego, podzieli się z nim swoją opinią, zawsze to cenne (tak mu się wydaje przynajmniej).
Pojechał oddać swoje LW do przeglądu do tego serwisanta, ale tak naprawdę bardziej po to, by podzielić się z nim swoimi spostrzeżeniami. Opowiada mu z entuzjazmem, jak mu się wydawało na początku, że są mało sztywne, bo rzeczywiście jak je pomacać na sucho ta jakieś takie miękkie, ale jak był w górach, to naprawdę - próbuje przekonać serwisanta - są nieziemsko sztywne, super przyśpieszają, a już najbardziej czuć różnicę jak się staje w korbach. No i hamują zaskakująco dobrze. Amator aż się rozpromienił jak sobie przypomniał swoje podboje górskich szczytów.
Serwisant tylko z dezaprobatą i z politowaniem pokiwał przecząco głową. Wziął od niego koło, wcisną palec w obręcz - widzi Pan jak się ugina ?! Proszę teraz to samo spróbować w kołach, które złożyłem na chińczykach, to jest karbon - nie ugnie się pod palcem ani ułamek tego co te LW. Proszę porównać jak można palcem szprychy ugiąć w Pana LW, a jak ciężko to zrobić w moich kołach. Przykro mi proszę Pana, wydał Pan kupę kasy na zwykły szmelc, ale ostrzegałem.
- Tak, ale w jeździe te koła zachowują się zupełnie inaczej, niech Pan się na nich przejedzie, pożyczę Panu - próbuje przekonać serwisanta amator.
- Panie drogi, ja składam koła od 15 lat, nie muszę na nich jeździć, są miękkie jak plastelina, to szmelc
- Mówię Panu, że jednak nie, są naprawdę okrutnie sztywne
- Autosugestia - skwitował finalnie serwisant.
…………………………………………………..
Kto miał rację ?
Czy to możliwe, żeby koło "poddające" się w rękach, było sztywne podczas jazdy ?
Czy możliwe, że serwisant, który ma prawdziwie dużą wiedzę i doświadczenie mógł się w tym wypadku pomylić?
Czy to możliwe, że technologia i sposób budowy takich kół jak LW, Mavic CCU, Reynolds RZR, są nieco inne niż kół zdecydowanie bardziej standardowych ?
Czy amator, nie mający ułamka doświadczenia i wiedzy serwisanta mógł źle ocenić swoje odczucia z jazdy ?
Na te , ani na inne pytania ja Ci nie odpowiem 
Uwaga - zbieżność osób, i scen zupełnie przypadkowa i jest wyłącznym tworem wyobraźni autora wypowiedzi. Więc do nikogo nie piję, nie piszę o nikim personalnie ani na pewno też nie o sobie. Tą historyjką wyraziłem tylko swoją ogólną opinię na temat tego, że warto mieć otwartą głowę bo człowiek uczy się całe życie i nikt na świecie nie zjadł jeszcze wszystkich rozumów, ze mną na czele, więc czy rację mam, nie wiadomo
Choć na LW jeździłem (nie wieszałem ich na ścianie) i uważam że to świetne koła, niesamowicie wręcz i są mega sztytwne podczas jazdy. Ale co ja tam wiem, zaplotłem w życiu tylko jedną parę kół kiedyś zimową porą z nudów.
Myślę, że tak przydługą wypowiedzią wyczerpałem swój limit aktywności internetowej na dłuższy czas. Więc dziękuję za uwagę 