Choć w sumie może jest i racja, kaski wpływają na zmniejszenie liczby obrażeń u rowerzystów, bo mniej osób wybiera rowery
(pprzykładem obowiązkowe noszenie kasków w Australii).
To http://wrower.pl/prawo/kask-rowerowy-obowiazkowy,2310.html masz na myśli ???
Co do zawdowców (może wyścigi ambitnych amatorów również ) biorąc pod uwagę to co się teraz dzieje na dzisiejszych wyścigach tzn. przepychanki przed finiszami , wyścigi z góry lepiej nawet jak deszcz itp. to tylko czekać aż ktoś się pożądnie rozwali.
Część z tych pechowców będzie miała szczęście kask im pomoże ( np.wczoraj Pozzovivo, Kwiatkowski na San Remo...) ale jak się nie zmieni ''mentalności-podejścia '' zawodników to moim zdaniem wkrótce będzie jak powyżej- obym się mylił.
Nawet wczoraj nie mogłem patrzeć na upadek Pozzovivo- a doskonale pamiętam 2011 i śmiertelny wypadek Belga. Stado harpaganów na rowerach niewiele się zmieniło a jak już to na gorsze.
No ale sponsor płaci to wymaga wyników , wszelakim kosztem.
Jeszcze jedno tu chodzi o zwykłych rowerzystów nie wyścigi:
Czy z kaskiem nie jest tak jak z okularami- tzn jednak trochę ogranicza(ją) ''naszą percepcję'' do tego zawsze jakiś dyskomfort. To nie są skarpetki czy majtki a jednak coś na głowie , nawet lekkie ale w jakimś stopniu ogranicza. Tak jak z okularami- niby widac tak samo ale jednak nie tak samo . Sprawdziłem słoneczne w samochodzie patrząc na GPSa. No w żadnym raziie nie można powiedzieć, że widać tak samo bo w okularach słonecznych nie widziałem szczegółów które widziałem bez nich.
Potem jazda przy dużej prędkości , jakiś fatalny zbieg okoliczności , słabszy dzień.., refleks,wybiegający pies z zpodwórka...itp..- i tych szczegółów może brakować.
Ale nie wiem czy tak jest ( w moim wypadku tak) bo w kasku jadę tylko od święta , ciągle brak nawyku- może dla niektórych to tak jak skarpetki nawet nie czują że coś tam leży na głowie