Hej Grunwald. Dziękuję za miłe słowa. Ogólnie czuję, że w stosunku do tego co było rok temu to jest wielka różnica, ale wiesz, moi koledzy, którzy trenują tyle samo co ja, niestety mają jeszcze większe progresy i jest to czasami dołujące, gdy wiesz, że tyrasz na treningach a goście i tak Cię robią jak chcą, stąd wyjazd na taki wyścig jest wielką frajdą. Tak sobie teraz pomyślałem, że fajną sprawą jest to, że ludzie już się kojarzą nawzajem po kilku wyścigach, tylko wciąż tych wyścigów jest mało i mało. Ja zaczynam myśleć o mastersach na przyszły rok, ale mam wielkie obawy, że po pierwszym wyścigu się wyleczę z tych wyścigów. Tutaj na Road Maratonach jest o tyle fajnie, że zawsze znajdzie się grupka osób, do której można się podłączyć i człowiek nie jedzie sam, bo to chyba na takiej imprezie jest najgorsze jak trzeba jechać samemu. W końcu po to się tu jedzie żeby poczuć klimat prawie ścigania. Ja w tym roku o tyle miałem szczęście, że jakoś zawsze na płaskich odcinkach jechałem w grupie, na górkach pod koniec wyścigów to już samemu raczej ale pod górkę i tak jadę swoim tempem. Liczę na to, że w przyszłym roku pojawi się jakaś kolejna osoba, która zorganizuje kolejny wyścig amatorów. Sam o tym myślałem, ale coś czasu brakuje.
Pozdrawiam wszystkich.

"Velo Carpathica" 17.09.2011
Started By
Dobry
, 03 lut 2011 18:21
192 odpowiedzi w tym temacie
#181
Napisano 19 wrzesień 2011 - 23:16
#182
Napisano 19 wrzesień 2011 - 23:26
Grunwald1410 z tym świetnym przygotowaniem - przynajmniej co do mnie to nieźle przesadziłeś ;-) Starczyło mi tylko na 100km, a później miałem nadzieję, że reszta grupki nie będzie mieć ochoty na harce :-P
Co do samego wyścigu to na początku tempo raczej jak na rozgrzewce niż na wyścigu - pierwsze 15km to praktycznie sam tlenik chyba był ;-) Pierwszy mocniejszy akcent ( nawet mocno mocniejszy ;-) ) pojawił się koło 17-18km, kiedy to pociągnął pod górkę zawodnik w stroju Eska team. Później znów raczej spokojne tempo - parę skoków, trochę rozciągania na zjazdach, ale bez konkretów raczej ;-) Później najdłuższa górka - około 50km i od razu poczułem, że z 1 grupą dzisiaj nie pojadę :-P Im dalej pod górę tym gorzej - ostatnie kilkaset metrów trochę lepiej, ale bez szału - szczyt był około 50-któregoś km - tam strata do czołówki wynosiła 20 sekund. Za chwilę kolejna górka - z przodu 4 zawodników, zaraz za nimi około 6-7 kolarzy - jakoś przetrwałem górkę i na zjeździe od razu mocno wyrywam - jak mocno wyrwałem zaraz pokazał mi piekiełek - który na zjeździe mnie wyprzedził jak rakieta ;-) Sytuacja dalej ciekawa z przodu 5 z niewielką przewagą za nimi nasza 4 - po kilku km już 3 - dalej nie wiem ;-) Następnie dobra praca po zmianach tempo praktycznie cały czas w granicach 35-50km/h, jedzie się fajnie, za rozjazdem dochodzimy wojszcza, który odpadł od czołówki - pierwsze 2 grupy mają więc taką samą liczebność - jednak tamci zachowali chyba więcej sił ;-) Następnie trochę gadamy, przejeżdżamy spokojnie kolejne km ( w tym nie wszystkie po asfalcie ;-) :-P ), ogólnie tempo lekko siadło - ale szybkiej jeździe nie sprzyja ani moja słabość, ani ukształtowanie terenu - chyba nikomu nie chce się wyrywać do przodu. Dojeżdżamy do Polańczyka - tam na "bufecie" stoi pan z wodą - który to zamiast nam ja przekazać zakrzyknął niezby zachęcająco - jeszcze 20 km :mrgreen: Znów kilka hopek - na kole Marcina jakimś cudem wjeżdżam pod ten hopki na oparach - wojszcz i Krzysiek zachowali chyba więcej sił na końcówkę. Około 110-115 km orientujemy się z Krzyśkiem, że jesteśmy razem w kateogrii M - co obu niezby nam się spodobało - jakoś nikt nie miał ochoty na ściganie w tym momencie
Około 2-3km później ostatni cięższy podjazd - stała tam grupka rowerzystów na wirażu i krzyczała jeszce 500m - słysząć te słowa i widząc, że Krzysiek lekko puszcza koło wojszcza - ruszam do przodu - górka jednak szybko się kończy ( i dobrze ;-) ) cała ta "akcja" jak łatwo się domyślić efektu żadnego nie przyniosła. Następne km to spokojne kręcenie do tablicy Ustrzyki Górne - gdzie prowadzący wojszcz zaczyna podkręcać tempo - ja widząc znajomy budynek ruszam do przodu - teren lekko schodzi w dół - zrównuję się z wojszczem i ... widzę biegającego na chodniku Krzyśka Plamowskiego, który pokazuje nam iż skręcamy w prawo - na hamulce i przejazd do mety po ostatnie miejsce z grupy ;-)
No cóż pretensje można mieć tylko do siebie - chociaż spodziewałem się, że ostatnie metry będą na zakręcie - chyba ponad 100 stopni - no cóż, trzeba się cieszyć, że w ogóle takie imprezy są organizowane a nie narzekać więc wielkie podziękowania dla Krzyśka Plamowskiego oraz całej ekipy organizatorskiej oraz całej grupy z którą miałem przyjemność jechać ( i która mi nie odjechała ;-) ).
Co do samego wyścigu to na początku tempo raczej jak na rozgrzewce niż na wyścigu - pierwsze 15km to praktycznie sam tlenik chyba był ;-) Pierwszy mocniejszy akcent ( nawet mocno mocniejszy ;-) ) pojawił się koło 17-18km, kiedy to pociągnął pod górkę zawodnik w stroju Eska team. Później znów raczej spokojne tempo - parę skoków, trochę rozciągania na zjazdach, ale bez konkretów raczej ;-) Później najdłuższa górka - około 50km i od razu poczułem, że z 1 grupą dzisiaj nie pojadę :-P Im dalej pod górę tym gorzej - ostatnie kilkaset metrów trochę lepiej, ale bez szału - szczyt był około 50-któregoś km - tam strata do czołówki wynosiła 20 sekund. Za chwilę kolejna górka - z przodu 4 zawodników, zaraz za nimi około 6-7 kolarzy - jakoś przetrwałem górkę i na zjeździe od razu mocno wyrywam - jak mocno wyrwałem zaraz pokazał mi piekiełek - który na zjeździe mnie wyprzedził jak rakieta ;-) Sytuacja dalej ciekawa z przodu 5 z niewielką przewagą za nimi nasza 4 - po kilku km już 3 - dalej nie wiem ;-) Następnie dobra praca po zmianach tempo praktycznie cały czas w granicach 35-50km/h, jedzie się fajnie, za rozjazdem dochodzimy wojszcza, który odpadł od czołówki - pierwsze 2 grupy mają więc taką samą liczebność - jednak tamci zachowali chyba więcej sił ;-) Następnie trochę gadamy, przejeżdżamy spokojnie kolejne km ( w tym nie wszystkie po asfalcie ;-) :-P ), ogólnie tempo lekko siadło - ale szybkiej jeździe nie sprzyja ani moja słabość, ani ukształtowanie terenu - chyba nikomu nie chce się wyrywać do przodu. Dojeżdżamy do Polańczyka - tam na "bufecie" stoi pan z wodą - który to zamiast nam ja przekazać zakrzyknął niezby zachęcająco - jeszcze 20 km :mrgreen: Znów kilka hopek - na kole Marcina jakimś cudem wjeżdżam pod ten hopki na oparach - wojszcz i Krzysiek zachowali chyba więcej sił na końcówkę. Około 110-115 km orientujemy się z Krzyśkiem, że jesteśmy razem w kateogrii M - co obu niezby nam się spodobało - jakoś nikt nie miał ochoty na ściganie w tym momencie

No cóż pretensje można mieć tylko do siebie - chociaż spodziewałem się, że ostatnie metry będą na zakręcie - chyba ponad 100 stopni - no cóż, trzeba się cieszyć, że w ogóle takie imprezy są organizowane a nie narzekać więc wielkie podziękowania dla Krzyśka Plamowskiego oraz całej ekipy organizatorskiej oraz całej grupy z którą miałem przyjemność jechać ( i która mi nie odjechała ;-) ).
#183
Napisano 20 wrzesień 2011 - 06:01
Witam,
piekelek, do Ciebie parę słów odnośnie Mastersów i treningów.
Mastersi to tacy sami ludzie jak my i jeśli masz ochotę to wyrób licencję i startuj ,sam trening to jest tylko podstawa, ściganie przygotuje optymalnie organizm do większego
wysiłku ,lepszych wyników i samopoczucia. Jechałeś świetnie tylko twoja waga Ci przeszkadza a jak zostaniesz pod górę to koniec marzeń o dobrym miejscu . Są wyścigi po mniejszych górkach i tam będziesz się mógł wykazać bo po płaskim jedziesz jak gość.
Ja zacząłem swoją przygodę z rowerem 11 lat temu a teraz jeszcze zacząłem biegać po górach ,więc do Velo miałem przejechane może ze 3 tyś km. i to właśnie odbiło się na końcu
trasy czyli w Łobozewie gdzie mi się zostało. Teraz przygotowuję się do biegu na Kasprowy :-P i mam nadzieję ,że będzie nieźle ale jak pokonałem samego siebie w biegu Rzeźnika to pokonam również Kasprowy.
To moja relacja z biegu gdyby ktoś był chętny na przyszły rok :->
http://www.eskateam.pl/index.php?id=18
piekelek, do Ciebie parę słów odnośnie Mastersów i treningów.
Mastersi to tacy sami ludzie jak my i jeśli masz ochotę to wyrób licencję i startuj ,sam trening to jest tylko podstawa, ściganie przygotuje optymalnie organizm do większego
wysiłku ,lepszych wyników i samopoczucia. Jechałeś świetnie tylko twoja waga Ci przeszkadza a jak zostaniesz pod górę to koniec marzeń o dobrym miejscu . Są wyścigi po mniejszych górkach i tam będziesz się mógł wykazać bo po płaskim jedziesz jak gość.
Ja zacząłem swoją przygodę z rowerem 11 lat temu a teraz jeszcze zacząłem biegać po górach ,więc do Velo miałem przejechane może ze 3 tyś km. i to właśnie odbiło się na końcu
trasy czyli w Łobozewie gdzie mi się zostało. Teraz przygotowuję się do biegu na Kasprowy :-P i mam nadzieję ,że będzie nieźle ale jak pokonałem samego siebie w biegu Rzeźnika to pokonam również Kasprowy.
To moja relacja z biegu gdyby ktoś był chętny na przyszły rok :->
http://www.eskateam.pl/index.php?id=18
#184
Napisano 20 wrzesień 2011 - 08:17
Hej Gump-Marcin. Właśnie wszedłem na Twojego linka i pełen szacunek dla Ciebie za Bieg Rzeźnika. Kiedyś kolega w tym wystartował i słyszałem troszkę opowieści, więc każdy kto tam startuje jest po prostu mega twardym człowiekiem. Wracając do mastersów to wiem, że to tacy sami ludzie jak my, choć wiem, że większość z nich tylko trenuje i nie pracuje, bo kilku takich mamy w Rzeszowie. Ja już więcej nie mogę jeździć, ale ten sezon to mój wielki sukces głównie dlatego, że schudłem 25kg od stycznia i mogę już prawie jeździć po górach, hihihi. W przyszłym roku będzie tylko lepiej i może usiedzę Ci Marcin na kole po górkach.
Kacper fajnie wszystko opisałeś, a szczególnie tego gościa w Polańczyku z butelką, ihihihihi, dobry był, choć naprawdę liczyłem, że da nam tą butelkę.
Kacper fajnie wszystko opisałeś, a szczególnie tego gościa w Polańczyku z butelką, ihihihihi, dobry był, choć naprawdę liczyłem, że da nam tą butelkę.
#185
Gosc_Tomek_Rz_*
Napisano 20 wrzesień 2011 - 08:30
Jak tak czytam relacje niektórych to żałuje, że nie pojechałem ale siła wyższa - choroba. Miał to być moj pierwszy start na szosie, planowany od czerwca.
Piekieł widze przykoksiłeś ale już tydzień - dwa wcześniej było widać dobrą formę. Tempo dużo wyższe niż na sobotnio-niedzielnych ustawkach ?
Piekieł widze przykoksiłeś ale już tydzień - dwa wcześniej było widać dobrą formę. Tempo dużo wyższe niż na sobotnio-niedzielnych ustawkach ?
#186
Napisano 20 wrzesień 2011 - 10:29
Gratulacje Piekieł
Jak jechałem rok temu z Tobą, Larym i Masłem to miałaś kawałek brzuszka
w tym roku na parkingu do ostatniej chwili nie mogłem Cie poznać! Gratulacje dla Ciebie za samą utrate wagi
i powodzenia w dalszym jej gubieniu. Mam nadzieje, że w przyszłym roku znów staniemy na starcie
Ja od początku skazywałem się na tempo piknikowe
tak to musiało się skończyć po braku przygotowań na ten sezon. Swoją obecnością chciałem jednak wesprzeć organizatorów, bo im więcej nas na starcie tym większa chęć do działania na kolejne sezony. Miałem pewne obawy po zeszłym roku, gdy na starcie stanęła nas garstka 34 osób... gdzie były darmowe noclegi, wyżywienie itd... współczułem troche orgom, bo co można było więcej dla nas zrobić? W tym roku z tego co czytam warunki znacznie gorsze
ale i ludzi więcej
może jakiś w tym klucz jest? W przyszłym roku pola namiotowe i brak łazienek? a na starcie będzie ok 200 osób hehe
Dziękuje wszystkim za przybycie
niezapomniane chwile i oby do następnego roku!
P.S Panu Krzyśkowi to nie jedno piwko sie wieczorem należało




Ja od początku skazywałem się na tempo piknikowe




Dziękuje wszystkim za przybycie

P.S Panu Krzyśkowi to nie jedno piwko sie wieczorem należało

#187
Napisano 20 wrzesień 2011 - 12:56
Cześć Tomasz. Ogólnie tempo było mocne na podjazdach. Początkowo był light do pierwszej górki, tam się rozciągnęło. Do Ustrzyk Górnych tempo było w miarę spokojne ale potem na przełęcz Wyżniańską poszło mocne tempo i Dziadek z 3 kolegami odeszli. Potem była gonitwa za nimi na zjeździe, kolejnym podjeździe i kolejnym zjeździe ale nie udało się. Tam w sumie było najmocniej, aż do rozjazdu na Bukowiec. Tam już troszkę się uspokoiło, bo wiedzieliśmy, że nie dojdziemy czołowej trójki (jeden kolega - Wojszcz chyba odpadł od grupy pierwszej). W Polańczyku mieliśmy półtorej minuty straty, która na ostatnich 30km zwiększyła się do 5 min. Średnia 32km/h przy 1800m przewyższenia wydaje mi się mega mocna. Było troszkę szybciej niż ostatnio na Birczy, a bo dystans podobny, średnia podobna ale tutaj było 900m więcej. Aż sam się dziwię, że potrafiłem się tak zmobilizować. Było fajnie i ta pogoda. Teraz pewnie poczekamy na piękną jesień i uderzymy tam na MTB.
#188
Napisano 20 wrzesień 2011 - 14:39
Gump, ten bieg Rzeźnika przypomina mi co najmniej Ironman Triathlon. Bieganie to dobry sport, ale nie przepadam za nim zbytnio ze względu na stawy. Żadne buty ich nie uchronią od zniszczenia. Jutro mam przymusowe zawody na 1000 metrów i trochę się boję że się skompromituje przy lepszych bo trener pcha mnie do tych zawodów na siłę, a ja mam czas 3:21, więc niełatwo będzie zejść do ok. 3 minut, ale mam nadzieję że adrenalina zrobi swoje
Szacunek za ten bieg Rzeźnika, ogromny wysiłek i dużo wylanego potu na treningach jak i podczas samego zmagania się z innymi. Powodzenia pod Kasprowy


#189
Napisano 22 wrzesień 2011 - 18:14
I ja coś napisze 
Jak dla mnie świetny maraton, trasa akurat na wrześniowe ściganie, ciekawa z ładnymi widokami (niech żałują ci którzy nie odwrócili głowy za siebie podczas podjazdu do kapliczki na 124km).
Minusem niestety usytuowanie mety i jeżeli miasto nie narzuciło linii startu/mety na rynku to tylko szkoda, że nie wymyślono innej lokalizacji. Z tych miejsc które zdążyłem w Ustrzykach przejechać to nadawałyby się 2 miejsca:
1. Na ostatnich światłach w lewo w doł pod wiadukt i później taka fajna hopka na 'szczycie' której mogłaby być kreska. To miejsce nad dworcem kolejowym.
2. Na wysokości Olimpu. Dobra szeroka ulica z lekkim podjazdem. Finisz niczym z ProTouru ;-) Kwestia taka by system chipowy był odporny na samochody.
Poza tym same plusy. Wieczorna, przyśpieszona dekoracja i impreza "krupniok z dżemem na olimpie" pierwsza klasa
Przyjemnie, luźno i wesoło :-D
Było to moje pierwsze spotkanie z Bieszczadami choć wybierałem się już w te okolice od kilku lat. Pobyt skrócony z planowanych początkowo 4 dni do zaledwie 2, ale i tak jestem zauroczony i wrócę jeszcze nie raz. Cypel Polski objechany na rowerze i niedzielna rundka na Małego Króla zaliczona
Dziękuję organizatorowi i całej ekipie za przygotowanie ostatniego już tym roku maratonu.

Jak dla mnie świetny maraton, trasa akurat na wrześniowe ściganie, ciekawa z ładnymi widokami (niech żałują ci którzy nie odwrócili głowy za siebie podczas podjazdu do kapliczki na 124km).
Minusem niestety usytuowanie mety i jeżeli miasto nie narzuciło linii startu/mety na rynku to tylko szkoda, że nie wymyślono innej lokalizacji. Z tych miejsc które zdążyłem w Ustrzykach przejechać to nadawałyby się 2 miejsca:
1. Na ostatnich światłach w lewo w doł pod wiadukt i później taka fajna hopka na 'szczycie' której mogłaby być kreska. To miejsce nad dworcem kolejowym.
2. Na wysokości Olimpu. Dobra szeroka ulica z lekkim podjazdem. Finisz niczym z ProTouru ;-) Kwestia taka by system chipowy był odporny na samochody.
Poza tym same plusy. Wieczorna, przyśpieszona dekoracja i impreza "krupniok z dżemem na olimpie" pierwsza klasa

Było to moje pierwsze spotkanie z Bieszczadami choć wybierałem się już w te okolice od kilku lat. Pobyt skrócony z planowanych początkowo 4 dni do zaledwie 2, ale i tak jestem zauroczony i wrócę jeszcze nie raz. Cypel Polski objechany na rowerze i niedzielna rundka na Małego Króla zaliczona

Dziękuję organizatorowi i całej ekipie za przygotowanie ostatniego już tym roku maratonu.
#190
Napisano 23 wrzesień 2011 - 09:12
Cytat
Na wysokości Olimpu.
Ale by była jazda. Tam było po schodach

#191
Napisano 23 wrzesień 2011 - 14:30
Można w dół po łące to i w gorę po schodach się da

#192
Gosc_mnichu91_*
Napisano 23 wrzesień 2011 - 18:12
są nowe zdjęcia z trasy na stronie btc
#193
Napisano 23 wrzesień 2011 - 21:34
Na stronie RM też dodałem link do moich i mojej córki zdjęć :-)