Kilka zdań ode mnie, może komuś się przyda. Gdyby mi ktoś to wcześniej napisał, wiedziałbym w którą stronę drążyć temat, gdzie szukać i pewnie szybciej miałbym formę o jakiej zawsze marzyłem. Ale z drugiej strony - wszystko przede mną

W poprzednich latach sam robiłem 20 i 60 min czasówki dla oszacowania progu beztlenowego. Pomiar tętna i heja. Od dwóch lat testy z pomiarem mocy (power tap), tętna i pomiarem zakwaszenia. Wychodziło mi tam jakiś próg beztlenowy który później męczyłem na treningach. Ale co z tego skoro (w pierwszych latach) z testu miałem ten próg np przy 174 hr a na treningach raz jechałem w miarę komfortowo przy tej wartości a innym razem prawie umierałem. Tętno jest bardzo zmienne.
Przy power tapie było trochę lepiej - choć czasem 350W było o wiele ciężej przepchać przez 5 min niż innym razem. Człowiek głupiał i wciąż nie wiedział o co chodzi.
Kiedyś ktoś na jednym z for napisał, że Friel ("biblia treningu kolarza górskiego") to bajkopisarz. Nie wiedziałem wtedy o co chodzi. Przecież tyle tam mądrości i tak fajnie wszystko wyjaśnione. Od czasu kiedy zacząłem jeździć według tej książki poprawiłem się na tyle aby przyjeżdżać w 20 maratonu mtb na mega. Gy do tego doszedł pomiar mocy i zakwaszenia wszedłem do pierwszej 10 a bywało nawet podium.
Ale w pewnym momencie nie wiedziałem już co alej robić aby się nadal rozwijać. Niemal co dzień czytałem w sieci i wyszukiwałem nowe wiadomości o treningach i fizjologii. Często pisałem wiadomości do autorów artykułów które przeczytałem a których do końca nie rozumiałem. Często byli to znani trenerzy i wybitni polscy fizjolodzy. (nawiasem mówiąc pozytywnie zaskoczyła mnie ich chęć do odpowiadania na moje maile)
I jakoś tak wyszło, że trafiłem na bardzo ciekawe informacje. Niewiarygodne ale bardzo ciekawe. Dowiadywałem się coraz więcej i więcej. W kilka tygodni mój świat i cała wiedza na temat treningu stanęła na głowie. I właśnie wtedy zrozumiałem, co oznaczało że "Friel to bajkopisarz". Dziś w dużym stopniu się z tym zgadzam.
Gdy ułożyłem sobie i kilku osobom którym pomagam plan treningowy według nowych zasad i wiedzy to mało z rowerów nie pospadali. Ja sam nie bardzo mogłem sobie wyobrazić taki trening zwłaszcza w okresie zimowym ale kto nie próbuje ten nie ma

Co do Friela to przede wszystkim podział na strefy treningowe - co jest chyba najważniejsza kwestią jeśli chodzi o układanie planów treningowych - jest bez sensu. Zupełnie bez sensu. Podział na 4 strefy intensywności od zera do progu mleczanowego nie ma żadnego uzasadnienia. W ogóle podział na strefy według tętna są bez sensu. Są zbyt wielkie wahania aby miało to jakieś uzasadnienie.
Jedynym kryterium jeśli chodzi o intensywność wysiłku są zmiany zachodzące w organizmie a dokładniej to z jakich źródeł energetycznych pochodzi energia. I w 90% przypadków na tym opierać powinien się trening jeśli ma przynieść oczekiwane rezultaty.
Po pierwszych treningach w listopadzie stwierdziłem, ze całe to kolarstwo jest chore, że niemożliwe aby tak to miało wyglądać, że dotychczas to była tylko zabawa i że raczej nie dam rady. Znajomi mieli podobne wrażenia i obawy. Zgadaliśmy się, że jednak ryzykujemy i choćbyśmy mieli poumierać na treningach to robimy wszystko według planu... Okazało się, że treningi które wcześniej miałem zakodowane (głównie przez Friela, i nasze czasopisma rowerowe) jako najbardziej męczące i obciążające organizm faktycznie takie są... ale tylko przez chwilę, tylko na treningu. Ogólnie mają dużo mniejszy wpływ na zmęczenie niż uważane za lekkie treningi "wytrzymałości" "bazowe" lub "podprogowe" czy jak je tam kto nazywa.
Po dwóch miesiącach już nikt nie wyobrażał sobie powrotu do wcześniejszych metod, a początkowy horror spowodowany był po prostu niezaadaptowaniem organizmów do nowych treningów i form ich realizacji. Treningi wykonywane teraz różnią się w 90-95% od tych wykonywanych jeszcze 2 lata temu. Najlepsze, że kilka miesięcy temu miałem możliwość zerknięcia na plan treningowy jednego z najlepszych zawodników polskiego MTB. Bardzo się nie zdziwiłem, gdy zobaczyłem, że jest uderzająco podobny do mojego (oczywiście pod kątem ćwiczeń, kolejności i intensywności bo czas i ilość powt i interwałów oczywiście miał większy - stosownie do swoich możliwości)
Najgorsze, że przez kilka lat budowałem sobie obraz całego tego treningu na błędnych informacjach. Głównie nasze czasopisma jak MR i BB czasami piszą takie durnoty, że strach czytać. Ale widać taka wiedza nie jest powszechnie dostępna i wielu ludzi traci czasem wiele tat na to aby nic nie osiągnąć. Smutne to.
To samo fora internetowe - jak czytam część wypowiedzi to śmiać mi się teraz chce - choć wiem, że nie jest to spowodowane jakąś bezmyślnością czy złośliwością tylko niewiedzą. Albo wręcz pewnością, że to co ktoś pisze uważa za pewnik. Tak jak ja swoje treningi jakiś czas temu.