Cytat
Wypowiedź kolegi Wunderfausta uważam za jedną z bardziej przemyślanych i obiektywnych w tym temacie. I faktycznie nie ma sensu się spierać ,że białe jest czarne czy odwrotnie.
I tylko moja prawda jest najmojsza i bardziej mojsza niż insza. :mrgreen:
Nie wiem czy moja jest najmojniejsza ale wiem że upatrywanie w armstrongu białego a w ullrichu czarnego charakteru jest że tak powiem delikatnie śmieszne. Armstrong był najsilniejszym kolarzem tdf w historii - tego nikt nie dezawuuje i jeszcze raz powtórzę - bez dopingu w peletonie wyniki byłyby bardzo podobne.
Natomiast nie można zamykac oczu na fakty. jak komu mało kortyzonu podczas kontroli dopingowej to nich wgoogla USPOSTAL ACTOVEGIN i poczyta jak postalowcy wykorzystali gapiostwo wada i używali srodka który na liscie środków dopingujacych nie był ale efekty dawał podobne jak epo. Coś a'la enerdowski clenbuterol który nie był na liście i w seulu stosowany na masową skalę w ekipie nrd.
Nie mam zamiaru tu nikogo uświadamiać, tłumaczyć i przekonywać do staniecia na głowie. Tyle ze jeśłi ktoś pisze że "lance jest wielki" a zaraz potem dodaje ze ullrich to nie warty wiary banita to śmiech mnie ogarnia. ten kryształowy lance ściga jakiegoś bidaka Simeoniego który przed sądem powiedział ze Ferrari szprycował go EPO, Guerini z ullrichowego telekomu poklepał za to Armstronga po plecach i tak "wielcy" kolarze się dogadują. czym się różniły kontakty z ferrarim od kontaktów z fuentesem? niczym - jeden ma już wyrok a drugi nań oczekuje
Myslę ze tezy o wielkosci lance'a nie podzielają ani organizatorzy wielkich tourów ani eksperci od kontroli antydopingowych czego wyrazem jest wczorajsza czy przedwczorajsza zapowiedź bana dla Armstronga na przyszłoroczny TDF.
A na marginesie - czemu jeszcze nikt nie zakwestionował sukcesów induraina który ścigał się z Riisem, Romingerem i całą resztą kolarzy z okresu kiedy możńa było mieć hematokryt 60% i nikt za to krzywdy nikomu nie robił? wszyscy tylko widzą Ullricha - kolarza upadlego. nie dość że przegrał z wielkim lancem to jeszcze się szprycował pokraka.
Po prostu trzeba patrzyć na sprawy obiektywnie a nie przez pryzmat hollywodzkich historyjek o nieskalanych bohaterach. I co ma tu do czynienia jakaś wyimaginowana nienawiść do Armstronga? nikt z nas nie ma powodu aby go nienawidzić ani myślę aby uwielbiać choć to prywatna sprawa każdego. Można za to mieć uzasadnione wątpliwosci co do tła sukcesów współczesnych kolarzy.
Kto z czubie nie bierze? Niech zgadne...dyrektor wyścigu? Ponoć nawet szefowie ekip żeby wytrzymać tak długi wyscig jak tdf za kierownicą biorą wspmagacze. ;-)
A na poważnie to Evans uchodzi za kolarza który trzyma się daleko od oszustwa ale przecież za to głowy nie dam. Ale Greg lemond ponoć za niego ręczy.